Flinders Ranges – australijski top secret cz.4

Dzisiaj zaczynamy ostatnią już część naszej podróży do Flinders Ranges. Będziemy wracali do Adelaide poprzez pustynie i stepy. Początkowo będziemy jechali na wschód poprzez zewnętrzne pasma Gór Flindersa, aż do Pustyni Strzeleckiego. Następnie skręcimy na południe w kierunku ruin dawnej osady Curnamona i dalej jeszcze do Yunta. Tam wjedziemy na asfalt.

Pierwszy odcinek drogi na ogół jest dosyć łatwy. Zwykle można go pokonać ze średnią prędkością około 30-40km.h. Jednak czasem droga jest mokra i zupełnie nie zależy to od opadów, których w tym miejscu zupełnie nie ma. Właściwie to może raczej zależy od opadów, ale tych setki kilometrów dalej na północ. Ta woda następnie poprzez Wielki Basen Artezyjski wychodzi między innymi w okolicach, które zamierzamy przejechać. Jeśli tak się stało, to droga stanie sie dla nas bardzo trudna, a być może nawet nieprzejezdna. Nie mamy żadnego rapartu z ostatnich dni. Przejeżdża tędy zazwyczaj najwyżej kilkadziesiąt pojazdów…rocznie 🙂

Bezkresna pustka Pustyni Strzeleckiego
Bezkresna pustka Pustyni Strzeleckiego
Bezkresna pustka Pustyni Strzeleckiego

Okazuje się jednak, że mamy szczęście i dosyć szybko jedziemy przez pustynię. Momentami trzęsie nami niemiłosiernie. To nawierzchnia drogi czasem zmienia się w coś, co przypomina blachę falistą. Takie odcinki rasowi mieszkańcy outbacku pokonują z bardzo dużą prędkością. Wtedy autem niemal nie trzęsie, gdyż koła łapią przyczepność jedynie na grzbietach wybrzuszeń, a nie wgłębiają się w przestrzenie pomiędzy nimi. Jednak taka jazda ma ten minus, że ogólna przyczepność pojazdu do drogi raczej “wisi” na włosku. Próbujemy sobie wyobrazić co mogłoby się stać, gdyby za zakrętem znalazł się nagle wielbłąd…to nie żart. Dzikich wielbłądów jest w tych okolicach niemało. Biorąc to pod uwagę nie rozpędzamy się za nad to, co rzecz jasna skutkuje niemiłosiernym wytrząsaniem naszych ziemskich powłok 🙂 

Emu na wycieczce-)
Wedge tail eagle to największy orzeł żyjący w Australii i pod względem rozpiętości skrzydeł największy na świecie. Dosyć powszechny w centrum Australii, żyje również w południowej części Nowej Gwinei i na południowo-wschodnich wyspach Indonezji.
 

Po drodze mijamy ruiny wielkiego pubu niedaleko Curnamona. Kiedyś to miejsce było pełne gości z okolicznych farm i kopalń. Obecnie gośćmi są tu tylko kangury, jadowite węże, emu i miliardy much.Jeszcze 40 minut jazdy i po około 200km takiej “przełajowej” drogi wyjeżdżamy na asfalt. 

Ten samochód już chyba nie pojedzie…chociaż może kilka trytek i WD40 rozwiązałoby problem naprawy, gdyby nie to że ktoś auteczko zastrzelił na śmierć 🙂
 
Kiedyś to był wielki pub, którego gośćmi bywali zarówno farmerzy z “lokalnych” farm oraz górnicy z pobliskich kopalń złota, srebra, miedzi, cynku i ołowiu. Zwłaszcza w weekendy piwo i whisky lały się tu szerokimi strumieniami. Dzisiaj jedynymi gośćmi są kangury i emu.
 

Stąd jeszcze ponad 400km do Adelaide. Jedziemy teraz przez rozległe stepy, często urozmaicone ruinami dawnych farm. Tak, jak i w wielu innych krajach rolnictwo jest w Australii przechwytywane przez gigantyczne, międzynarodowe korporacje. Coraz mniej jest małych, rodzinnych gospodarstw. Zamieniają się one w agro giganty zarządzane z Seattle, Zurichu, czy Hong Kongu. Powoli znikają te ostatnie ślady dawnych pionierów, którzy zaledwie 150-170 lat temu zaczęli zasiedlać Południową Australię. 

Stepy pomiędzy Yunta i Burra, czyli pomiędzy Pustynią Strzeleckiego i terenami uprawy zbóż na północ od Adelaide. Kiedyś było tu wiele farm i okolica tętniła życiem. Dzisiaj niewielkie farmy stały się nieopłacalne, dlatego domy większości farmerów opustoszały i popadły w ruinę.
Gdy Słońce staje w zenicie owce tłoczą się w jedynym miejscu zapewniającym im nieco zbawiennego cienia.
 

Zbliżając się do Adelaide ponownie widzimy coraz więcej falujących wzgórz. Niemal na każdym z nich widzimy “fermy” wiatrakowe. Tych ogromnych wież ze śmigłami , produkujących prąd. Jest ich setki, a może nawet tysiące.  Około 20 lat temu rząd Południowej Australii postawił na pozyskiwanie prądu elektrycznego wyłącznie ze źródeł odnawialnych. W stanie nie ma już żadnej na stałe pracującej elektrowni pracującej w oparciu o węgiel, ropę, gaz, czy też atom. Jest wprawdzie parę takich trzymanych w gotowości, ale na chwilę obecną niemal całość energii dostarczana jest z elektrowni wiatrowych i słonecznych. Obecnie Australia Południowa ma ciągle jeszcze najdroższą energię w kraju, ale najprawdopodobniej ten stan nie będzie się utrzymywał zbyt długo. Powoli krajobraz dookoła staje się zupełnie płaski. To oznacza, że zbliżamy się już do północnych obrzeży miasta. Nasza wycieczka dobiega końca, a co za tym idzie, nieubłaganie zbliża się też koniec naszej relacji z Flinders Ranges.

Południowa Australia coraz mocniej żegna się z energią elektryczną dostarczaną ze źródeł nieodnawialnych. Może te wiatraki w aż tak wielkiej ilości nie są najpiękniejszym widokiem, ale i tak znacznie przyjemniej patrzy się na nie, niż na dymy elektrowni węglowych.
 
Tags:

56
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Słodko Słodka
Gość

Jakie piękne niebo😍zwiedziliście kawał świata a ile jeszcze przed Wami 🙂 uwielbiam do Was zaglądać.

Żaneta
Gość
Żaneta

Bajeczne fotografie. Tak, jakby czas zupełnie się nie liczył. Miałam wrażenie, że jestem na planie filmu „Thelma i Luiza”, choć one po innych drogach jeździły. Niemniej klimat urzekający.

Olka
Gość

Uwielbiam takie szutrowe i do tego widokowe drogi, w szczególności na rower!

Krzysztof
Gość

To są moje klimaty, ja chcę odbyć taką podróż! Te widoki, te pustkowia, jak tu się w nich nie zakochać. Coś wspaniałego, coś pięknego! Zazdroszczę – pozytywnie oczywiście!

Tak na marginesie, bardzo bym docenił jakbyście zamieścili we wpisie mapkę z trasą… Widomo mogę sobie pogoogleać, gdzie to i którędy, ale jakby to znalazł tutaj to byłaby pełnia szczęścia.

pozdrawiam

Patrycja
Gość

Piękne zdjęcia

Maria
Gość

Aż strach pomyśleć co by było, gdyby samochód się Wam zepsuł! Zwierzyny dookoła nie brakuje, nauczylibyście się polować i zagryzać dziczyznę strusim jajkiem:) W USA nie widać wiatraków, za to pełno jest szpecących krajobraz kabli na drewnianych słupach. Coś, czego dawno już nie ma np. w Niemczech. Pozdrawiam ciepło:)

Viola z My British Journey
Gość

Ech to niebo, co do wiatraków to zdecydowanie wolę ich widok niż kominów. Miło było znowu pobyć tam razem z Wami.
P. S dziękuję za pocztówkę, jest cudowna ❤️

Paulina Wu
Gość
Paulina Wu

To miejsce ma specyficzny klimat, który po części widać na zdjęciach. Są świetne!

Maciej
Gość

To poczucie przestrzeni jest wspaniałe. Czuję się taki ściśnięty w Europie, że wszędzie są gdzieś ludzie.

Małgosia z Akacjowego Bloga
Gość

Kolejne, choć jakże inne -piękne-krajobrazy 🙂 Ileż tam barw ukrytych 🙂 te monochromatyczne niemalże – też mają mnóstwo uroku. Aż żal, że podróż dobiegła końca. Dzięki za te wspaniałe cztery odcinki. Niezwykle ciekawa, piękna podróż, ale też wymagająca umiejętności poruszania się po trudnym terenie. “No worries” jak mawiają Australijczycy, kiedyś tam pojadę 😉 Uściski dla Was, dziękuję 🙂

Ula - wmojejnaturze.pl
Gość

Niesamowite miejsca i przepiękne zdjęcia! Super!

Wędrówki po kuchni
Gość

Bajeczne zdjęcia, a te ostatnie to już w ogóle magiczne. Ta fantastyczna gra świateł pomiędzy chmurami-pięknie to uchwyciliście

Pieprzyć z Fantazją
Gość

Takie opuszczone miejsca powodują i mnie dreszczyk taki jak podczas oglądania horroru. To auto robi niesamowite wrażenie. Świetne zdjęcia!

Sikorkowe Pasje
Gość

Gdy tak z Wami spaceruję i jeżdżę po tej Australii, chciałabym się tam znaleźć na dłuższy czas. zobaczyć te emu, te konie i inne ciekawe żyjątka na wolności a nie tak jak w Polsce za kratkami 🙁 .
Pozdrawiam.

Monika
Gość

Super

Aga
Gość

Odważna podróż i piekne zdjęcia. Jednak nie wiem, czy sama bym sie na nią zdecydowała. Trzymam kciuki za kolejne 🙂

Ola
Gość

Te kolory sprawiają, że robi się cieplej i uśmiech pojawia się na twarzy. Cudownie, że u Was można to wszystko zobaczyć. Bo sama na taką wyprawę w taką bezkresną pustkę raczej bym się nie wybrała, aż tak odważna nie jestem 🙂

Michał Golla
Gość

Niesamowite widoki! Uwielbiam takie opuszczone miejsca. Czuję się w nich znacznie lepiej, niż w typowo “cywilizowanych” turystycznych spotach. Jeśli chodzi o jazdę szybko po dziurach, to owszem, nie będzie trzęsło, ale zawieszenie samochodu ostro oberwie, a nie chcielibyście mieć awarii na takim pustkowiu 🙂 Nie wiedziałem, że Australia korzysta tylko z energii odnawialnej, wiedziałem za to, że rodzinne farmy są przejmowane przez zagranicznych gigantów. To jest właśnie powód, przez który Australia jeszcze bardziej wysycha – takie farmy emitują mnóstwo gazów do atmosfery i to pośrednio przez ich obecność pożary w tym roku były znacznie poważniejsze, niż w latach poprzednich. Zdjęcia… Czytaj więcej »

Asia/Lemur Podróżnik
Gość

Niezłe pustkowie! Przepiękne kolory, piękne krajobrazy i jeszcze krajobrazy jak z jakiegoś filmu!

Kasia
Gość

Po raz kolejny spoglądam na wasze zdjęcia z zazdrością. Kocham przestrzeń i spokój, więc patrzę na te pustkowia jak na raj na ziemi, i to auto niczym z krwawego, mrocznego, nie dającego zasnąć thrillera…

Kasia (Zufi.pl)
Gość

Zostawiłam was sobie na deser, i oczywiście się nie zwiodłam. Mam jednak pytanie, czy ja mogłabym sobie od was wziąć jedno zdjęcie? Jest bardzo mocno w moim stylu i chciałabym sobie na tapetę ustawić w telefonie 😀
Konkretnie mam na myśli jedno z tych z opuszczonych farm.

Marek Bartłomiej Cabak
Gość

Nigdy nie byłem poza Europą i już wiem, gdzie najlepiej się wybrać 😉 Emu na wycieczce wygrywają. Fotografie przepiękne i dają mi namiastkę Australii i jej różnorodności krajobrazowej. Pozdrawiam!

Karolina
Gość

ale widoki, chciałabym zobaczyć to wszystko na żywo i poczuć ten klimat 🙂

Anna
Gość

Uwielbiam Wasze zdjęcia. Patrzę i jest tak, jakbym tam była…

Weronika
Gość

Magia!!!

Szczęśliwa Siódemka
Gość

Jak zwykle u Was, cudowne zdjęcia 🙂 Zupełnie jakby było się tam naprawdę!