Tryptyk z Jeziora Inle – odsłona trzecia

  • Home
  • Azja
  • Tryptyk z Jeziora Inle – odsłona trzecia

Większość turystów odwiedzających jezioro Inle nie ma czasu na to, by zobaczyć jeszcze cokolwiek innego, położonego w pobliżu. Bądźmy szczerzy! Jeśli ktokolwiek przyjeżdża do Birmy na 2 tygodnie, to jest to co najmniej o pół roku za mało 🙂 No OK – bądźmy bardziej realistyczni. Miesiąc w tym kraju to absolutne minimum. Mam tu na myśli miesiąc w sezonie najlepszym – od połowy listopada do końca lutego. W pozostałym czasie nie wszystko da się odwiedzić, lub nawet jeśli się da ( na przykład wybrzeże Zatoki Bengalskiej), to będzie to mało atrakcyjne doświadczenie. Ponad to, trzeba do tego równania dołożyć dodatkowy czas poruszania się po na ogół okropnych drogach tego kraju. No i w końcu pewne miejsca mogą okazać się niedostępne w ogóle.


Jeśli jesteś turystą 2 tygodniowym, to do Inle najprawdopodobniej dolecisz samolotem do lotniska w Heho, no i dalej autobusem, lub taksówką do Nyaungshwe. Większość właśnie w tym miasteczku będzie szukała noclegu – zwykle jednego, rzadziej dwóch. To niestety nie zostawia nawet wystarczająco wiele czasu na samo Inle, a co dopiero na zwiedzanie okolic. Czy warto zatrzymać się tutaj na dłużej? Absolutnie tak – zwłaszcza jeśli lubicie wędrówki piesze. Znajdziecie tu wiele ofert miejscowych agencji, które zaproponują Wam zobaczenie niedostępnych w żaden inny sposób górskich wiosek i świątyń. Do innych atrakcji można dojechać samochodem, chociaż pomimo pozornej bliskości ( mam na myśli dystans) dojazd często zajmie wiele godzin. Warto też w okolicach jeziora odwiedzić targ w Heho, do którego zjeżdżają, a właściwie to raczej schodzą członkowie licznych w okolicach górskich plemion, których pochodzenie najczęściej wiązane jest z Tybetem.

Na targ warto pojechać koleją, która po drodze zatacza kilkukilometrowy okrąg, by wznieść się o kilkadziesiąt metrów. Nie zapuszczajcie się jednak w okoliczne góry i doliny samotnie, bez przewodnika, gdyż możecie natknąć się przypadkiem na wielkie, makowe plantacje. Ta okolica podobnie jak i reszta stanu Shan słynie z tych upraw i produkcji heroiny. Tajemnicą poliszynela jest to, że w tych przedsięwzięciach ludzie władzy – zwłaszcza tej strony , związanej z wojskiem mają ręce umoczone nie po łokcie, ale po pachy.
Tymczasem zapraszamy Was do obejrzenia zdjęć.

Mnich w klasztorze Yan Pyay w Nyaungshwe. To najbardziej znany klasztor w tych okolicach, poza tymi na samym Jeziorze. Niektórzy przewodnicy powiedzą Wam, że to najstarszy klasztor i liczy sobie ok. 1 tys. lat. Prawda jednak jest taka, że być może klasztor jest faktycznie tak stary, ale jednak najstarsze, zachowane budynki liczą sobie tych lat około 150. Główny budynek, który pokazujemy na zdjęciach wykonany jest z drewna czerwonego tekowca i cechują go bardzo charakterystyczne, owalne okna.
Klasztor wewnątrz pokryty jest drewnianymi płaskorzeźbami, ozdobionymi kolorowymi, szklanymi mozaikami i złotą farbą. Klasztor to klejnot architektury birmańskiej. W oknie sympatyczny mnich.
W Klasztorze Yan Pyay
Chłopcy pochodzą z bardzo ubogich rodzin. Pobyt w klasztorze zapewnia im wyżywienie i podstawowe wykształcenie. Mogą z niego odejść w każdej chwili. 
W klasztorze
 Tym pociągiem dojechać można do Heho i dalej poprzez góry na ich zachodnią stronę. Tam w miejscowości Aung Ban tor rozdziela się  i jego północna odnoga wiedzie do Mandalay, a południowa do Yangoon.
Na targu w Heho
Na targu w Heho
W Birmie, jak już wiele razy wspominaliśmy podróżuje się zarówno w przestrzeni, jak i w czasie.
W Birmie, jak już wiele razy wspominaliśmy podróżuje się zarówno w przestrzeni, jak i w czasie.
Młodzi mnisi buddyjscy. Jeśli chcecie przeczytać o nich więcej, zapraszamy do wpisu o mnichach na naszym blogu.
 
Młodzi mnisi buddyjscy.
Młody mnich
Młodzi mnisi buddyjscy. 
Młodzi mnisi buddyjscy. 
Młodzi mnisi buddyjscy. 
Młodzi mnisi buddyjscy. 
Listopadowe święto pełni Księżyca.
To właśnie w czasie tego święta do klasztorów wysyłanych jest najwięcej dzieci.
Birmańscy chłopcy po raz pierwszy wstępują do klasztoru w wieku 7-10 lat. Stają się wtedy samanera, czyli nowym mnichem.
Zwłaszcza w okolicach wiejskich jest to wielka uroczystość. Chłopcy odtwarzają wtedy życie Gautama Budda, który urodził się jako książę, a później porzucił swój dom i wszystko, co posiadał, by stać się Oświeconym. Dzieci przebiera się więc w królewskie stroje, a następnie odprowadza do klasztoru na bogato zdobionych koniach, lub słoniach. Już na miejscu, w klasztorze mnisi golą im głowy i dają mnisie szaty, oraz miską do zbierania pożywienia. Chłopcy w tym wieku zostają w klasztorze zazwyczaj 3 miesiące, ale niektórzy z nich znacznie dłużej – czasem na lata, a czasem już na całe życie. Jeśli chcecie się dowiedzieć czegoś więcej na temat dzieci w buddyjskich klasztorach zapraszamy na wpis ” Mnisi i mniszki”.
Wół wodny jest ciągle najpopularniejszym środkiem transportu na dalekiej prowincji Birmy.
Zaprzęgnięte w konie bryczki to już nowoczesność i postęp.
Zaprzęgnięte w konie bryczki to już nowoczesność i postęp.
W górach wokół Inle dominują uprawy tytoniu, z których wyrabia się cygara. Oczywiście są również uprawy maku, ale o tym lepiej nie wiedzieć.
Tu wyrabia się cygara. Ten długi “stół” to piec. Pani w ciepłym, okrągłym, żeliwnym naczyniu kładzie liść . Nakrywa go lekko wilgotną tkaniną i na to kładzie obciążenie, które widzicie obok, coś w rodzaju kamienia. Potem do tego liścia wkłada się tytoń i robi cygara. Co ciekawe w Birmie palą je w większości kobiety.
Tu wyrabia się cygara.
W tych rejonach uprawia się również kukurydzę.
Domy są bardzo skromne, ale najczęściej bardzo czyste.
 
Świątynia Kakku udostępniona jest turystom od kilkunastu lat. W okolicach sporo jest bandytów i różnej maści rebeliantów ( często występują oni w podwójnej roli i tych i tamtych). Stąd ci mali żołnierze z wielkimi automatami. Sama świątynia to kilka tysięcy stup stłoczonych na niewielkiej przestrzeni.
Świątynia Kakku
Świątynia Kakku
Świątynia Kakku
5 2 votes
Article Rating
Tags:
Subscribe
Powiadom o
guest
48 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Marysia K

Indie wymagają czasu i zaangażowania. Dzięki Tobie mamy okazję zobaczyć chociaż skrawek tego miejsca.

FUKO

Z tego co widać to warto tam pojechać. Gratulujemy relacji 🙂

Żyć nie umierać

Cudnie się czytało ten wpis. Cudowne zdjęcia. Aż chciałoby się tam pojechać i zobaczyć wszystko na własne oczy!

Jak zawsze przepiękne zdjęcia i ciekawie opisane miejsca. Jestem zachwycona tym,jak potraficie uchwycić wyjątkowe zakątki świata na fotografiach!

pojedztam.pl

Wiadomo, ze jeśli udaje się w taką podróż to warto zarezerwować większą ilość dni, by zobaczyć jak najwięcej.

czerwonafilizanka

miesiąc pobytu na wyjeździe to długo, a pół roku to kosmos, jednak patrząc z punktu widzenia tego co warto zobaczyć to wnioskuję ze warto 🙂

Klimaty Agness

Tak wspaniałe i bardzo różne od tego co znamy miejsce, na pewno wymaga wiele czasu, żeby je chociaż w jakimś procencie poznać. Relacja, zdjęcia i opowieść, jak zawsze wspaniała, niesamowicie ciekawa i wciągająca.
Pozdrawiam ciepło, Agness:)

Patrząc na zdjęcia mam nieodparte skojarzenia z północno-wschodnim regionem Sri Lanki. Tak samo uśmiechnięte twarze, tylko cygar na Sri Lance nigdy nie znalazłam

Iwona Banach

Rzeczywiście w takich krajach, których odniesień się nie zna lepiej pewnych rzeczy nie widzieć i nie wiedzieć i raczej poruszać sie z kimś, kto wie o co chodzi, bo
przypadkowe wdepnięcie na plantacje czegoś nielegalnego może skończyć się naprawdę źle. A swoją droga, ci maleńcy mnisi nie wyglądają na smutnych. Niby trzy miesiące klasztoru to o wiele więcej nić dzień w przedszkolu, ale jakoś przerażenia nie widać.

Edyta

Miesiąc w takim miejscu, to marzenie. Zazdroszczę takich podróży. Przejazd taką lokalną kolejką to dopiero niezwykłe doświadczenie. Cudowna relacja I jak zwykle przepiękne zdjęcia 🥰

Anna

Kolejna fantastyczna relacja. Zachwycam się zdjęciami i opisami. Sama nie miałabym nawet pół roku, aby podróżować po Birmie, więc z Waszą pomocą docieram wirtualnie tam, dokąd bym nie dotarła. Zdęcia z klasztoru i targu robią na mnie ogromne wrażenie.

Zawsze z zaciekawieniem oglądam Wasze zdjęcia i czytam relacje z tamtych rejonów świata. Jednak wszędzie tam, gdzie pojawiają się dzieci to bardzo mi ich szkoda. Nasze narzekają, że nie mają najnowszej gry czy modnego ciucha, a tam dzieci od pierwszych lat praktycznie walczą o przetrwanie. Powinny bawić się beztrosko w rodzinnych domach, a idą do klasztorów, aby przetrwać. I piękne, i smutne.

Słodko Słodka

Chciałabym zwiedzić i zobaczyć chociaż połowę tego co Wy widzieliście 🙂 Może kiedyś przyjdzie i czas na podróże, a póki co wspaniałe jest się przenieść do innego świata dzięki Waszym fotorelacją😘

Anna

Portrety młodych mnichów są urzekające. Tyle w nich pokory i ciekawości życia. Jednocześnie myślę, że trudy mnisiego życia znoszą o wiele łatwiej, niż los biedaków.

Anna z Bilingual kid

Zdjecia tych mlodych mnichow wplywaja na mnie jakos kojaco, pozwalaja oderwac sie od naszej rzeczywistosci, przypominaja, ze istnieja inne sposoby zycia, inne priorytety, inne radosci… Dziekuje!

Bernadeta

Niezwykle miejsce, czytam i oglądam zdjęcia z zapartym tchem. I ta cudna świątynia. Uwielbiam azjatyckie świątynie. Mąż mówi że one są wszystkie dla niego takie same i co ha w nich widzę, a ja widzę piękno i indywidualność.

Koralina

zdjęcia jak zwykle genialne, nie mogę się napatrzeć! tym razem zwróciłam uwagę na fakturę materiałów, wyglądają bardzo ciekawie 🙂

Okiem Blondynki

Jeśli już jechać w takie miejsca, to faktycznie na dłuższy czas, żeby móc wszystko na spokojnie odwiedzić, zobaczyć i wczuć się w ten klimat.
Cieszę się, że dzięki Waszym opowieściom i wspaniałym kadrom, mogę poczuć taką namiastkę tego miejsca 🙂
Lubię oglądać zwłaszcza Wasze zdjęcia przedstawiające ludzi, bo są oni na nich tacy prawdziwi, zatopieni w swojej codzienności i dzięki temu nie wydają się tacy odlegli 🙂
Pozdrawiam Was serdecznie i czekam na kolejną wirtualną wycieczkę <3

Zastanawiam się jakie nastawienie do pójścia do klasztoru mają tacy mali chłopcy, w sumie to tak jakby wysłać ich do szkoły z internatem ale z większym rygorem. Jak widzę ten mały na koniku , swoją drogą pięknie przyozdobionym, jakoś nie ma zbyt tęgiej miny. No ale dla rodziców to często być albo nie być a tak ma szansę w pełni się usamodzielnić i zdobyć jakieś podstawowe wykształcenie. Jak zawsze u Was bardzo ciekawie i zdjęcia po prostu powalają.

Agata

Cudnie! Super z tym świętem, że Wam się udało. A z tym makiem to mi przypomniałaś taką herbatę, którą tam kupiłam od Pani z jednej wioski, która ponoć rosła na tych polach makowych i dzięki temu ma specyficzny smak. Nie wiem, ile w tym prawdy, ale ten smak herbaty!!! Najlepsza na świecie!

Candy Pandas

Pewnie nigdy nie będzie nam dane osobiście zwiedzić tak wspaniałe miejsca ale przynajmniej mamy piękne zdjęcia do obejrzenia <3

Spirulina

Muszę przyznać, że zdjęcia są fenomenalne 🙂 swoją drogą miejsca, które pokazujesz i są niesamowite 🙂

Maria

Dzięki Waszym relacjom sporo się nauczyłam i dowiedziałam o miejscach, do których pewnie nigdy nie dotrę. Tym bardziej, że poznaję zupełnie inne rejony. Czuję, że Birma by mnie zachwyciła. Dobrze, że ktoś zaopiekuje się dziećmi przez kilka miesięcy albo lat. Nie miałam pojęcia o tej tradycji wstępowania do klasztoru w “królewskich” szatach, bardzo interesujące i pocieszające dla nich. Rzeczywiście na poznanie zwyczajów i tradycji tych ludzi trzeba przeznaczyć dużo czasu, ale też kilkumiesięczne podróżowanie nie jest łatwe. Taka wyprawa jak Wasza to naprawdę coś wyjątkowego, bo z dala od wielkomiejskiego gwaru. Ciekawa jestem jakie cuda macie jeszcze macie w zanadrzu,… Czytaj więcej »

Anna

Odwiedzam kolejny raz ten wpis. Cudowne opisy, zdjęcia. Potraficie jak nikt oddać klimat i atmosferę miejsca. Czuję się teraz właśnie tak, jakbym była nad jeziorem Inle.