Motocyklem po krainie miliona słoni – Luang Prabang

  • Home
  • Azja
  • Motocyklem po krainie miliona słoni – Luang Prabang

Nasz drugi dzień w Luang zaczyna się bardzo wczesnym rankiem…co ja wypisuję?…jaki ranek? Do piątej daleko, a do najdelikatniejszej nawet oznaki dnia jeszcze dalej. Na zewnątrz widoczność na nie więcej, niż 50 metrów. Dolinę Mekongu spowija gęsta mgła. Niedługo rozpocznie się tutaj coś, co dla wielu turystów jest przysłowiowym “gwoździem programu” wizyty w miasteczku.

Za godzinę błękitną w najwcześniejszym świetle jutrzenki, zalegająca ulice mgła rozbłyśnie plamami szafranu.Na razie jednak przygotowujemy sprzęt fotograficzny i zbieramy się. Wychodzimy na ulicę przed nasz hostel i za chwilę przed nami z mgły wyłaniają się pierwsze pomarańczowo – żółte zjawy. To mnisi wychodzący na tradycyjny poranny obchód miasta w celu zebrania ofiar – głównie gotowanego ryżu i warzyw. Ofiarowane są również owoce, czasem papierosy, a innym banknoty. To, co zbiorą będzie ich posiłkiem na cały dzień. Czasem jeszcze dojdzie do tego coś nadzwyczajnego – specjalny lunch przygotowany przez mieszkające w pobliżu klasztoru kobiety. Czasem również odwiedzająca rodzina przywiezie “wałówkę”. Jednak wszystkie ich pokarmy będą wyłącznie wegetariańskie.

W Luang zbieranie darów ma formę zorganizowaną. O określonej porze w równiutkich rzędach wychodzą mieszkańcy poszczególnych klasztorów. Mają ściśle ustaloną trasę, by nie wchodzić w drogę tym, zamieszkującym sąsiednie “placówki”. W zasadzie na całym dalekim wschodzie znamy tylko dwa miasta, gdzie ta poranna ceremonia odbywa się w sposób tak ściśle kontrolowany. Pierwszym jest Mandalay i jego satelity jak Amarapura, Sagaing, czy Inwa. Drugim jest właśnie Luang. W obu tych miejscach mnichów jest zdecydowanie najwięcej w stosunku do lokalnej ludności miast. Oba mają bardzo długą historię życia sakralnego, oraz wielką ilość do dzisiaj istniejących klasztorów. Oba te miejsca przez wieki były również “przyczółkami cywilizacji”. Na północ od nich aż po najbardziej wschodnie flanki górotworu, który wypiętrzył Himalaje, rozciąga się zielony ocean dżungli z maleńkimi tylko wysepkami siedlisk ludzkich. To właśnie dzieci mieszkańców tych siedlisk są głównym “narybkiem” klasztorów.

W tym miejscu zachęcamy Was do zapoznania się z naszym wpisem “Myanmar – mnisi i mniszki”, który znajdziecie tutaj: https://hooltayewpodrozy.pl/2019/01/13/myanmar-mnisi-i-mniszki/ .

Ten artykuł pomoże Wam w zrozumieniu roli mnicha w buddyzmie terawedyjskim. Jest to o tyle istotne, że rola ta jest zupełnie inna, niż w kręgu naszej kultury. Burzliwa historia Luang zaczyna się gdzieś pod koniec VII wieku. Wtedy to tajski książę Khun Lo dostaje osadę Muang Sua ( to najwcześniejsza nazwa Luang Prabang ) od swojego ojca, który dokonał podboju tych ziem. Wkrótce osada zostaje rozbudowana i staje się stolicą niezależnego księstwa. Jak to zwykle w historii bywa przez wieki miasto przechodzi z rąk do rąk. Raz jest własnością Khmerów, innym razem Tajów, jeszcze innym Wietnamczyków.W XIV wieku wewnętrzne walki w państwie Khmerów doprowadzają do powstania Lan Xang Hom Khao, czyli Królestwa Miliona Słoni i Białego Parasola (podoba nam się ten Biały Parasol, ale nawet nie myślcie, aby o niego pytać…nie mamy zielonego pojęcia 😀 ), które utożsamiane jest z królestwem Laosu.W roku 1353 Luang otrzymuje swoją nową nazwę i staje się stolicą tego nowego królestwa, którego pierwszym władcą jest Fa Ngum. Po przeszło 200 latach miasto traci swój stołeczny status na rzecz Vientiane, które stolicą jest do dziś. Pomimo tego to Luang jeszcze parę razy jest siedzibą królów Laosu. Choć koronowani są to jednak, jak mówią Anglicy  “toothless tigers”, czyli “bezzębne tygrysy”, a więc tylko formalni władcy bez atrybutów władzy wykonawczej.
Historia wzbogacała miasto o kolejne klasztory, świątynie, królewskie pałace, czy też naprawdę piękną architekturę kolonialną. 

W roku 1995 miasteczko znalazło się na liście UNESCO z uwagi na swoje religijne i kulturowe dziedzictwo.

Zapraszamy Was do wspólnego spaceru po Luang Prabang.

Jak senne zjawy jeszcze przed świtem ulicami miasta przemykają szafranowe sylwetki mnichów.
To “pomarańczowi” są solą tego miasteczka. Przyjeżdżają najczęściej z zasiedlonych “wysepek” zagubionych w zielonym “oceanie” na północy kraju.
 
Klasztory w Luang stają się domem mnichów czasem na parę tylko miesięcy, innym razem na parę lat, a jeszcze innym na całe życie. Mnich w każdej chwili może z klasztoru odejść i do niego wrócić.
Dla wielu z tych chłopców klasztor jest szansą na dobrą edukację. Starsi mnisi prowadzą w klasztorach szkoły.
 
 Czas “mnichowania”, to również czas uczenia się wartości społecznych, czas samodoskonalenia.
To również czas nawiązywania nowych znajomości, czasem przyjaźni na całe życie.
Poranne zbieranie ofiar
Poranne zbieranie ofiar
Poranne zbieranie ofiar
Poranne zbieranie ofiar
Poranne zbieranie ofiar
Poranne zbieranie ofiar
Poranne zbieranie ofiar
Poranne zbieranie ofiar
Mnisi muszą być samodzielni. Pranie nie jest proste, jeśli trzeba to robić w Mekongu
Mnisi muszą być samodzielni. Pranie nie jest proste, jeśli trzeba to robić w Mekongu
Mnisi muszą być samodzielni. Pranie nie jest proste, jeśli trzeba to robić w Mekongu
Nigdzie w Laosie nie ma tylu najwyższej rangi świątyń i klasztorów, ile znajdziecie ich w Luang. Królewskie łodzie ceremonialne przechowywane są w specjalnych budynkach na terenie największej ze świątyń – Xienghtong.
Gong w Xienghtong. Uderzenie w niego oznacza ofiarę złożoną świątyni.
 Po terenie świątyni można jeździć rowerem
 
Rzeźby Buddy w Xienghtong.
Rzeźby Buddy w Xienghtong.
Rzeźby Buddy w Xienghtong.
Rzeźby Buddy w Xienghtong.
Rzeźby Buddy w Xienghtong.
To główny budynek kompleksu Xienghtong. W pełnej krasie widać tu charakterystyczny styl laotański, którego głównym materiałem budowlanym jest drewno tekowe, obficie występujące w okolicznych lasach. Ta świątynia jest ulubionym miejsce składania przysięgi małżeńskiej.
To główny budynek kompleksu Xienghtong. W pełnej krasie widać tu charakterystyczny styl laotański, którego głównym materiałem budowlanym jest drewno tekowe, obficie występujące w okolicznych lasach. Ta świątynia jest ulubionym miejsce składania przysięgi małżeńskiej.
To główny budynek kompleksu Xienghtong. W pełnej krasie widać tu charakterystyczny styl laotański, którego głównym materiałem budowlanym jest drewno tekowe, obficie występujące w okolicznych lasach. Ta świątynia jest ulubionym miejsce składania przysięgi małżeńskiej.
To główny budynek kompleksu Xienghtong. W pełnej krasie widać tu charakterystyczny styl laotański, którego głównym materiałem budowlanym jest drewno tekowe, obficie występujące w okolicznych lasach. Ta świątynia jest ulubionym miejsce składania przysięgi małżeńskiej.
To główny budynek kompleksu Xienghtong. W pełnej krasie widać tu charakterystyczny styl laotański, którego głównym materiałem budowlanym jest drewno tekowe, obficie występujące w okolicznych lasach. Ta świątynia jest ulubionym miejsce składania przysięgi małżeńskiej.
Wat Xieng Thong. To zdecydowanie najpiękniejsza ze świątyń miasta. Właściwie to kompleks, a nie pojedyńcza świątynia.
Znajdziecie ją na półwyspie utworzonym przez ujście rzeki Nam Khan do Mekongu.
Wat Xieng Thong. To zdecydowanie najpiękniejsza ze świątyń miasta. Właściwie to kompleks, a nie pojedyńcza świątynia.
Znajdziecie ją na półwyspie utworzonym przez ujście rzeki Nam Khan do Mekongu
Wat Xieng Thon. To zdecydowanie najpiękniejsza ze świątyń miasta. Właściwie to kompleks, a nie pojedyńcza świątynia.
Znajdziecie ją na półwyspie utworzonym przez ujście rzeki Nam Khan do Mekongu
Jeszcze jedna kapliczka z Xienghtong
 
Jeszcze jedna kapliczka z Xienghtong
 
Wat Sensoukharam
Wat Sensoukharam
Świątynie na terenie pałacu królewskiego w Luang Prabang. Również na kolejnych zdjęciach.
 
W klasztorze Wat Mai.Ta świątynia jest częścią kompleksu pałacu królewskiego w Luang
W klasztorze Wat Mai. Ta świątynia jest częścią kompleksu pałacu królewskiego w Luang
 Pałac królewski. Niestety wewnątrz fotografowanie jest zabronione.
 Pałac królewski. Niestety wewnątrz fotografowanie jest zabronione.
Kompleks pałacu królewskiego
Mnisi w tym mieście obecni są na niemalże każdym kroku.
 
Wat Wisunalat to najstarsza, istniejąca świątynia Luang. Jej początki sięgają pierwszej połowy XIV wieku.
 That Makmo to stupa na terenie Wat Wisunalat. Jest jej najstarszą częścią.
 
 Wat Wisunalat. W tyle ( u góry) Wat Chum Si – najwyżej położona świątynia w Luang.
 
Wspólny posiłek (lunch) mnichów z laikatem jest bardzo istotnym wydarzeniem w życiu lokalnej społeczności. Najczęściej organizowany jest raz w tygodniu. Czasem jednak zdarza się, że posiłek organizowany jest częściej, a nawet każdego dnia. Oczywiście to wydarzenie wyczekiwane zwłaszcza przez młodych mnichów.
 
Wspólny posiłek (lunch) mnichów z laikatem jest bardzo istotnym wydarzeniem w życiu lokalnej społeczności. Najczęściej organizowany jest raz w tygodniu. Czasem jednak zdarza się, że posiłek organizowany jest częściej, a nawet każdego dnia. Oczywiście to wydarzenie wyczekiwane zwłaszcza przez młodych mnichów.
 
Mnisi oprócz modłów, medytacji, nauki, muszą też w klasztorze pracować.
 
Mnisi oprócz modłów, medytacji, nauki, muszą też w klasztorze pracować.
 
Ten zawieszony bęben oznajmia harmonogram prac w klasztorze
 
Wat Jom Pet to świątynia po drugiej stronie Mekongu
 
Wat Jom Pet to świątynia po drugiej stronie Mekongu
 
Wat Jom Pet to świątynia po drugiej stronie Mekongu
 
Wat Jom Pet to świątynia po drugiej stronie Mekongu
 
Oddalona o 3 km od centrum, położona w lesie Wat Pa Phon Phao to miejsce medytacji.
 W świątyni jest wiele ołtarzy poświęconych różnym wcieleniom Buddy.
 W świątyni jest wiele ołtarzy poświęconych różnym wcieleniom Buddy.
Murale wewnątrz świątyni ukazują wyobrażenia o piekle. No tak – piekło ( w buddyzmie “naraka”) nie jest konceptem wywodzącym się z religii chrześcijańskiej. Jego idea jest znacznie starsza i przez buddyzm została przejęta z hinduizmu. Według buddystów do piekła trafia się na męki za złe uczynki. Rozróżnia się siedem piekieł gorących i siedem piekieł zimnych. Wrócimy jeszcze do tego w przyszłości, przy okazji wpisów o Tajlandii.
Murale wewnątrz świątyni ukazują wyobrażenia o piekle. No tak – piekło ( w buddyzmie “naraka”) nie jest konceptem wywodzącym się z religii chrześcijańskiej. Jego idea jest znacznie starsza i przez buddyzm została przejęta z hinduizmu. Według buddystów do piekła trafia się na męki za złe uczynki. Rozróżnia się siedem piekieł gorących i siedem piekieł zimnych. Wrócimy jeszcze do tego w przyszłości, przy okazji wpisów o Tajlandii.
Murale wewnątrz świątyni ukazują wyobrażenia o piekle. No tak – piekło ( w buddyzmie “naraka”) nie jest konceptem wywodzącym się z religii chrześcijańskiej. Jego idea jest znacznie starsza i przez buddyzm została przejęta z hinduizmu. Według buddystów do piekła trafia się na męki za złe uczynki. Rozróżnia się siedem piekieł gorących i siedem piekieł zimnych. Wrócimy jeszcze do tego w przyszłości, przy okazji wpisów o Tajlandii.
Murale wewnątrz świątyni ukazują wyobrażenia o piekle. No tak – piekło ( w buddyzmie “naraka”) nie jest konceptem wywodzącym się z religii chrześcijańskiej. Jego idea jest znacznie starsza i przez buddyzm została przejęta z hinduizmu. Według buddystów do piekła trafia się na męki za złe uczynki. Rozróżnia się siedem piekieł gorących i siedem piekieł zimnych. Wrócimy jeszcze do tego w przyszłości, przy okazji wpisów o Tajlandii.
Nieczęsto można zobaczyć takie piękne halo, jak to nad Pa Phon Phao
Pa Phon Phao.
Pa Phon Phao.
Pa Phon Phao.
Pa Phon Phao.
Najpiękniejszy widok na Luang zobaczycie z wyrastającego na 150m ponad miasto  Phousi Hill.
 
Najpiękniejszy widok na Luang zobaczycie z wyrastającego na 150m ponad miasto  Phousi Hill.
 
Najpiękniejszy widok na Luang zobaczycie z wyrastającego na 150m ponad miasto  Phousi Hill.
 
Najpiękniejszy widok na Luang zobaczycie z wyrastającego na 150m ponad miasto  Phousi Hill.
 
Najpiękniejszy widok na Luang zobaczycie z wyrastającego na 150m ponad miasto  Phousi Hill.
 
Najpiękniejszy widok na Luang zobaczycie z wyrastającego na 150m ponad miasto  Phousi Hill.
 
 Kwitnąca poinciana jest pięknym dodatkiem do widoku na Mekong.
 
 Kwitnąca poinciana jest pięknym dodatkiem do widoku na Mekong.
 
Można stąd  też obserwować zachód słońca znikającego za wzgórzami po drugiej stronie Mekongu.
 Na wzgórzu rośnie też wiele papaji…
…również i drzew frangipani.
Fragment Wat Chum Si – najwyżej położonej świątyni w Luang.
Na szczyt Phousi Hill dojdziecie takimi schodami

Dziękujemy bardzo za spacer po Luang Prabang i jego świątyniach. Zapraszamy na kolejną część 🙂

5 2 votes
Article Rating
Tags:
Subscribe
Powiadom o
guest
56 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
anna

Przepiękne miejsce. Naprawdę zazdroszczę Wam podróży!

Bookendorfina

Widać, że doskonale potraficie dostrzec coś szczególnego w każdym człowieku, uchwycić to na zdjęciu.

Bardzo ciekawe miejsce, szczególnie związane z religią. Pięknie się z Wami zwiedza i obserwuje ludzi. Pamiętam wpis o mniszkach i mnichach. Rzeczywiście warto do niego wrócić, żeby lepiej zrozumieć. Czekam na ciąg dalszy. Pozdrowienia 🙂

Martyna Soul

Mistyczne fotografie i piękna przygoda

Bookendorfina

Czasami ma wielką chęć oderwać się od pospiesznego trybu życia w mieści i zaszyć się gdzieś w okolicach buddyjskich świątyń, jest w nich jakaś siła, która mnie przyciąga.

pojedztam.pl

Widać, że za Wami wiele wspaniałych, egzotycznych podróży. Super!

Wędrówki po kuchni

Uwielbiam z Wami podróżować i poznawać świat. A pokazujecie fantastyczne zakątki tego świata.

Ania

Tak mi przyszło do głowy, że w naszym społeczeństwie, gdzie sporej części ludzi się wydaje, że jedzenie zawsze było, jest i będzie, chyba większą ofiarą by było wstać o brzasku, żeby oddać żywność mnichom, niż sam fakt, że dzielimy się jedzeniem 😉

Ania

Wydaje mi się, że to postrzeganie jako dziwactwo to już problem tych, którzy umieją wyłącznie oceniać to, co ich otacza mierząc swoją własną miarą, ale to już chyba problem ludzi, którzy tak robią, nie nasz 😉

Koralina

uwielbiam oglądać Wasze reportaże, potraficie uchwycić takie niesamowite momenty, super!

TosiMama

Patrzę na te zdjęcia i zżera mnie zazdrość! Odwiedziliście wyjątkowo piękny i absolutnie niezwykły rejon świata!

Przepiękne są te świątynie! Pełne przepychu, ale też elegancji i mistycyzmu. A ta ulubiona do składania przysięg małżeńskich – wcale się nie dziwię, że to ich ulubione miejsce, wygląda pięknie.
Przypomniał mi się rytuał zbierania żywności przez mnichów wlasnie w Mandalaj, pamietam, że zrobiło to na nas ogromne wrażenie i początkowo nie wiedzieliśmy co się dzieje. Ale moglibyśmy to obserwować godzinami. Następnym razem koniecznie w Laosie!
Alez tam jest pięknie! Nie mogę się napatrzec na Wasze zdjęcia!

Mamy zapisane i na pewno odwiedzimy. Już kiedyś mielismy tam jechać, przy okazji podróży do Tajlandii, Kambodży i Wietnamu, ale ostatecznie zabrakło nam czasu. Ale marzy nam się Laos bardzo, więc następnym razem musimy koniecznie tam zawitać i wpisuje Luang Prabang na listę! 🙂

Marysia K

Bardzo ciekawie o tym opowiadasz. Zdjęcia są świetnym uzupełnieniem rekstu, dzieki za Internetową podróż “palcem po mapie”

czerwonafilizanka

Pięknie tam jest, ładna kolorystyka. Ciekawie że można rowerem jeździć po terenie śwityni.

Agnieszka Szczygieł

Jak zawsze piękna relacja zdjęciowa.
Wasze zdjęcia odprężają! 🙂

Olka

Dzięki za pokazanie życia mnichów. Tradycyjnie zdjęcia zachwycają!

Beautifulduty.pl

wooooow jestem pod tak wielkim wrazeniem, że wow! ale rewelacja świetna relacja i te zdjęcia… omg

Agata

Ciekawy artykuł i wspaniale zdjęcia, jak zawsze. Az człowiek nabiera ochoty do spakowania walizki i wyruszenia do tego miejsca! 🙂

Coś przecudownego! Podróż marzeń – pozytywnie zazdroszczę 🙂

Joanna

Jaki w Was jest głód życia i świata! Piękna podróż 🙂

Anna

Życie mnichów buddyjskich jest dla mnie fascynujące i intrygujące. Ciągłe doskonalenie ducha i ciała, służba , pokora… A Wasze zdjęcia i opisy tak sugestywne i malownicze, że chce mi się wejść w ekran i być tam tu i teraz.

Karolina z Zapowiedz

Zawsze mega mnie kręciła historia buddyzmu i mnisi. Chętnie też wpadnę w związku z tym na wpis o nich. To jest mega interesujące zjawisko. Kiedyś miałam okazję rozmawiać z dziewczyną, której znajoma należy do bliskich mnicha. I to było mega ekscytujące dla mnie. ALE! Powiedziała wtedy jedną rzecz, która bardzo zapadła mi w pamięć i w sumie jestem ciekawa jak Wy się na to zapatrujecie (tak, otwieram pole do dyskusji), że u nas w Polsce takie zjawisko by się nie sprawdziło, nawet pomimo tego, Żr istnieją klasztory o podobnej działalności i tak samo żyjące z pracy rąk ludzkich, No i… Czytaj więcej »

Karolina z Zapowiedz

Powszechność to jedno, a dylemat to drugie. Rzeczywiście jest to ważne, natomiast mnie bardziej chodziło o sam rodzaj ,,przyzwolenia’’ społecznego. Ciągle mam gdzieś z tylu głowy Waszą wystawę, gdzie społeczność z wystawy mogła się podziwiać. I w zasadzie od tamtego czasu zaczynam się zastanawiać jak ja odebrałabym swoje życie, gdybym na taką wystawę poszła. Stąd właśnie to moje myślenie. Nie chciałam Was zdenerwować, a właśnie zapytać jak Wy zapatrujecie się na całą sprawę. ☺️ Bardzo po prostu chcę zrozumieć ten koncept duchowy i niejako pojąć w jaki sposób ,,czuje się spoleczność’’ chociaż jest to niemożliwe. A jak już pisałam, zawsze… Czytaj więcej »

Karolina z Zapowiedz

Zapomniałam jeszcze dodać, że jak zwykle wysoki poziom zdjęć. Widać mega wprawne oko, gratuluję osobie trzymającej aparat i uwieczniające chwilę. 🙂

Sporo tam mieliście do zobaczenia, świątynie, piękno przyrody, krajobrazy i ludzie. Mnisi faktycznie są tam wszędzie a ich rola jak widać jest nieodzowna. To ciekawe widzieć takie podejście do życia, poświęcenie i życie z dała od posiadania jakichkolwiek dóbr materialnych, to niezwykle w dzisiejszym świecie tak często nastawionym na ‚mieć’ zamiast być. Przepiękne zdjęcia, jak zawsze pokażecie nowe miejsce z każdej strony.

Milosc mamy

Jak zwykle przenosicie czytelnika w piękny, nieznany świat. Pozdrawiam o życzę wspaniałych przygód!:)

Wędrówki po kuchni

Patrząc na fotografie, człowiek ma wrażenie, że tam czas stanął jakby stanął w miejscu. Człowiek nie kłóci się z przyrodą, a miejsce emanuje ciszą i spokojem, powolnym życiem. Aż się chce uciec w takie miejsce

Katarzyna

Dzięki Wam poznaję zawsze nowy kawałek innego świata. Dziękuję Wam za to