Motocyklem po krainie miliona słoni – Vientiane

  • Home
  • Azja
  • Motocyklem po krainie miliona słoni – Vientiane

Laos był siódmym krajem w mojej ponad półrocznej podróży. Po 12 godzinnym, wymagającym wyrobienia wizy, pobycie na lotnisku w Pekinie, ponad 2 miesięcznym pobycie w Australii, miesiącu spędzonym na wyspach Indonezji, kilkudniowym pobycie w Singapurze i równie krótkim w Malezji, no i w końcu po miesiącu podróżowania po Tajlandii, jadę do Laosu.

Nocny pociąg do Laosu

Jest wieczór – wreszcie możemy wsiąść do pociągu. Najpierw odbieramy bagaże z przechowalni i z plecakami na grzbiecie przeciskamy się w tłoku, jaki panuje na stacji.Wsiadamy do naszego wagonu ( kupiliśmy miejsca sypialne w drugiej klasie). Na razie jeszcze leżanki nie są rozłożone. Wyjmujemy zaopatrzenie mające na celu skrócenie trudów podróży. Na stoliku pojawia się więc butelka rumu, cola i jakiś sok. Pociąg rusza – my też 🙂  Dodatkowo przeglądamy na laptopie dotychczasowe zdjęcia ( a uzbierało się już tego sporo). Po 3 godzinach jesteśmy  zmęczeni i prosimy opiekuna wagonu o rozłożenie naszych miejsc. Dookoła wszyscy już śpią, z wyjątkiem dziewczyny na górnym łóżku na przeciw nas. Ona wprawdzie już leży, ale jak zaczęła rozmowę przez telefon zanim pociąg jeszcze ruszył z Bangkoku, tak ciągle rozmawia i przestać nie zamierza 🙂 Po naszej porcji rumu zupełnie nam jednak jej paplanina nie przeszkadza. Bardzo szybko zasypiamy na naszych łóżkach. Budzimy się wczesnym świtem. Pociąg już zbliża się do Nong Khai – przejścia granicznego z Laosem. 

Pociąg z Bangkoku do Nong Khai właśnie dojeżdża do stacji końcowej. Ze stacji jest jeszcze 6 km do mostu na Mekongu, którym dostać się można do Laosu. Co ciekawe z Laosu można do Nong Khai przyjechać pociągiem, który dumnie nosi tablicę “international train”, chociaż trasa liczy sobie zaledwie kilkanaście kilometrów.  Jednak w odwrotną stronę ( a tego właśnie potrzebujemy) nie da się, ze względu na procedury graniczne.
Na stacji bierzemy więc tuk tuka. To właściciel tego wypasionego pojazdu i jednocześnie agent od wiz. Pojedziemy z nim do granicy, gdzie przesiądziemy się na specjalny autobus przewożący podróżnych od posterunku granicznego po stronie tajskiej do posterunku po stronie laotańskiej.
 

Bank Twoim Panem jest!

W biurze za wizę liczą sobie niemal 3 razy więcej ( oficjalnie kosztowała wtedy 30 USD), za to zrobią fotki potrzebne do wizy, wypełnią dokumenty, przeeskortują przez tajski punkt graniczny i dalej autobusem po moście przyjaźni, aż do punktu granicznego po stronie laotańskiej. Tam dopiero promesy zamienia się na wizy. Biuro również zorganizuje transport do centrum Vientiane ( kilkanaście kilometrów). Na granicy Marek widzi kolejkę, wolimy więc załatwić wizy przez pośrednika. Zbijamy cenę do 100 USD za dwie. Nie mamy gotówki, a kartą płacić nie można. Ostatnio cały czas korzystaliśmy z karty Marka. Daję więc mu swoją i wysyłam tuk tukiem do najbliższego ATM-u. Najbliższy ATM nie działał, więc Marek pojechał do centrum. Tam okazało się, że pomylił numer, powtórzył to samo po raz drugi….i karta przepadła. Natychmiast porozumiał się z bankiem. Tam odpowiadają, że co najmniej za 2 dni odzyskamy kartę. My potrzebujemy dzisiaj!…a jest  sobota. Bank wzywa specjalny team, który zajmuje się bankomatami. Czekamy około 7 godzin, ale kartę odzyskujemy! Tym razem Marek ma już poprawny kod. Wkłada kartę do bankomatu w obecności pracownika banku, wstukuje kod i….karta przepadła ponownie!!!!!!!! Nikt nam nie powiedział, że  powinniśmy zadzwonić najpierw do mojego banku i poprosić o sprawdzenie mojej karty. Tym razem tajski bank odmawia współpracy i zostajemy wyłącznie z jedną kartą. Jeszcze tego samego dnia zadzwoniłam do banku i poprosiłam o wydanie duplikatu. Jednak okazało się, że za nic w świecie nie wyślą karty za granicę…nawet do polskiej placówki dyplomatycznej. Banku nie interesuje, czy klient właśnie został bez grosza przy duszy, że zaraz będzie zdychał z głodu…takie mają wytyczne i już. Jakże inne było podejście banku z Australii.

Tutaj dziękuję bardzo PKO BP, bankowi skłonnemu zostawić mnie na pastwę losu, bo takie właśnie mają procedury. Strasznie to kontrastuje z australijskim bankiem Marka, który po wiadomości ( jeszcze z Bali) o zagubieniu przez niego karty, natychmiast wysłał duplikat do wskazanego miejsca – polskiej ambasady w Jakarta. Tak więc po niemiłej przygodzie, która zajęła nam większość dnia, dopiero wieczorem dojechaliśmy do Vientiane. Byliśmy już tak zmęczeni, że w zasadzie natychmiast, gdy tylko dotarliśmy do hotelu poszliśmy spać.

Typowa uliczka blisko centrum Vientiane.
 
Każdego poranka mieszkańcy stolicy piją zaparzaną na ogniu kawę. Przelewa się ją następnie do szklanki, do której na końcu wlewa się “hektolitry” skondensowanego i okropnie słodkiego mleka. Zwolennicy kawy bez cukru – jesteście bez szans! 🙂

Sabaidee Lao !

Następnego dnia szukamy jakiegoś środka transportu. Marek wpadł na pomysł, żeby spróbować wynająć motocykl  na cały nasz pobyt w Laosie. Nie miałam nic przeciwko temu, bo wcześniej jeździłam sporo po Szwajcarii jako pasażerka. Zastanawiałam się tylko, jak my się razem z naszymi tobołami na tym środku transportu zmieścimy 🙂 Znajdujemy wypożyczalnię motocykli blisko centrum. Prowadzona jest przez Francuza. Niestety największe motocykle, jakie tu znajdujemy, to 250-tki crossowe, nieprzygotowane do trasy ( nie miały sakw , czy nawet bagażnika.) W dodatku paskudnie drogo ( ponad 60 USD na dzień). Na 250-tce raczej we dwójkę nie pojedziemy, więc szukamy dalej.  Nie jest łatwo, gdyż poprzez internet natychmiast na pierwszych stronach pozycjonują się wypożyczalnie samochodów,  niemal zawsze nie mające żadnych aut w Laosie.

 Jules – francuski expat  prowadzi największą w stolicy wypożyczalnię motocykli ( nie mam tu na myśli skuterków ). Jednak jego największe maszyny to typowe crossówki o pojemności silnika 250cc. Nie są to więc motory, które pozwoliłyby nam załadować się na jeden wraz z bagażem.
 
Beer Lao to najlepsze piwo w regionie Indochin. No w zasadzie lepsze jest tylko Beer Lao Gold, ale w 2012 roku było jeszcze niedostępne.
 
Tego piwa w żadnym wypadku nie ruszajcie…obiecujecie? Podobnie nie polecamy Wine Lao, którego nawet nie odważyliśmy się fotografować. Wyobraźcie sobie landrynki rozpuszczone w wodzie, do której ktoś następnie dodał trochę alkoholu.
 Ta napotkana na drodze dziewczyna jest miejscowym przewodnikiem. Pomogła nam dotrzeć do wypożyczalni motocykli.
Wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy tego, że motyle będą właściwie definiować naszą podróż po tym kraju.

Po paru godzinach znaleźliśmy wreszcie największy motocykl dostępny w tym czasie w całym kraju – Hondę Transalp 400. Motocykl zwykle trzeba zamawiać przynajmniej pół roku wcześniej, ale z uwagi na rychłe już początki monsunu pojazd był dostępny. Szybko pojechaliśmy więc załatwić formalności w odległej dzielnicy nad Mekongiem. Tam zapoznaliśmy się z naszym wehikułem i sfinalizowaliśmy transakcję. Następnego dnia rano motocykl mogliśmy już odebrać, a wszystko, co zbędne z naszego bagażu zostawić w wypożyczalni. Resztę dnia mogliśmy poświęcić na zwiedzanie Vientiane.To najmniejsze z miast stołecznych tej części Azji. W tamtym czasie miasto liczyło ok 750tys mieszkańców. Sprawiało wrażenie prowincjonalnego tajskiego miasteczka z przed 30 -tu lat. Prócz paru głównych ulic, oraz okolic ścisłego centrum, utwardzone nawierzchnie były tam rzadkością. Stolica ma swój urok i kilka miejsc godnych zwiedzenia, ale nie jest to miejsce w którym (wyłącznie naszym zdaniem) trzeba koniecznie być. Jest tu kilka świątyń bardzo istotnych dla historii i kultury kraju, kilka muzeów, nocny targ nad Mekongiem. Zapraszamy Was do zwiedzania Vientiane w naszej galerii. 

Pałac prezydenta…nie pytajcie tylko kto nim wtedy był 🙂
Mnisi przed zespołem świątynno – klasztornym Wat Inpeng.
Wat Ong Teu to świątynia budowana w stylu tajskim. W pobliżu granicy często znajdziecie tego typu świątynie. Te typowo laotańskie najczęściej budowane są z drewna tekowego, lub też są konstrukcjami mieszanymi – murowano – drewnianymi.
 
Wat Ong Teu to świątynia budowana w stylu tajskim. W pobliżu granicy często znajdziecie tego typu świątynie. Te typowo laotańskie najczęściej budowane są z drewna tekowego, lub też są konstrukcjami mieszanymi – murowano – drewnianymi.
 
Sepak takraw czyli siatko-noga to gra plecioną z ratanu piłką, wywodząca się z Birmy. Stała się popularna w całym rejonie Azji Południowo-Wschodniej.
 
Na zdjęciu rodzaj publicznej zbiórki funduszy na świątynie. Najczęściej zobaczycie je w czasie świąt pełni Księżyca.
Hophakew Museum. To muzeum urządzone w dawnej świątyni królewskiej. We wnętrzu niestety fotografowanie jest zabronione.
Hophakew Museum
Hophakew Museum
Hophakew Museum
Hophakew Museum
Hophakew Museum
Hophakew Museum
Hophakew Museum
Hophakew Museum
Hophakew Museum
Hophakew Museum
Hophakew Museum
Hophakew Museum
Hophakew Museum
 Pagoda Sisaket jest najstarszą ciągle istniejącą świątynią w Vientiane. Jej wiek nie jest specjalnie imponujący, bo wzniesiono ją w początkach XIX wieku. Wewnątrz pagody zobaczyć można to, co najbardziej charakterystyczne dla buddyzmu widzianego okiem laika. Jest to powtarzalność elementów, które tworzą pewien charakterystyczny wzór. Powtarzalność dotyczy nisz, rzeźb, ale również wypowiadanych słów, czy też całych modlitw.
 
 
Pagoda Sisaket
Pagoda Sisaket
Pagoda Sisaket
Pagoda Sisaket
Pagoda Sisaket
Pagoda Sisaket
Pagoda Sisaket
Pomnik Chao Anu (Anouvong). Anu był na przełomie wieku XVIII i XIX władcą Królestwa Vientiane ( Środkowego i Południowego Laosu) wówczas uzależnionego od Królestwa Siamu. Jego życie to właściwie wyłącznie walka o niezależność od bez porównania potężniejszego południowo-wschodniego sąsiada. Niestety w 1828 roku marzenia o wyzwoleniu ulotniły się na długie lata. Historia ta w wielu momentach bardzo przypomina historię Księstwa Warszawskiego i nawet ramy czasowe są tu bardzo zbliżone. Chao Anu pozostał w historii kraju jej romantycznym bohaterem.
 
Pomnik Chao Anu (Anouvong). Anu był na przełomie wieku XVIII i XIX władcą Królestwa Vientiane ( Środkowego i Południowego Laosu) wówczas uzależnionego od Królestwa Siamu. Jego życie to właściwie wyłącznie walka o niezależność od bez porównania potężniejszego południowo-wschodniego sąsiada. Niestety w 1828 roku marzenia o wyzwoleniu ulotniły się na długie lata. Historia ta w wielu momentach bardzo przypomina historię Księstwa Warszawskiego i nawet ramy czasowe są tu bardzo zbliżone. Chao Anu pozostał w historii kraju jej romantycznym bohaterem.
 
Pomnik Patuxai (Łuk Tryumfalny ) to wybudowany w latach 1957-68 pomnik ofiar Drugiej Wojny Światowej i walk o niepodległość od Francji. Pomnik sfinansowano z amerykańskich funduszy przeznaczonych na budowę lotniska. Stąd też często nazywany jest “pionowym pasem startowym”
Ten pomnik to właściwie odpowiednik “Grobu Nieznanego Żołnierza”.
 
Przed licznymi biznesami, a zwłaszcza przed biurowcami buduje się takie niewielkie ołtarzyki na których składa się ofiary duchom (kadzidła, kwiaty i owoce) .
 
Jedna z pagód na obrzeżach miasta.
Jedna z pagód na obrzeżach miasta.
Pha That Luang. To w zasadzie najświętsze miejsce w kraju. Prapoczątki tej złotej stupy sięgają 3 wieku naszej ery, ale obecna formę przybrała ona w XVI wieku. Tutaj też musimy wyjaśnić różnicę pomiędzy stupą, a pagodą. Pagoda, to inaczej świątynia do której można wejść. Stupa natomiast nie daje takiej możliwości i w swoim zamkniętym wnętrzu kryje jakieś relikwie Buddy.
Te kobiety układają wiązanki kwiatów, które zaniesione do That Luang będą ofiarą dla Buddy.
Jeden z klasztorów przy That Luang.
That Luang otoczona jest licznymi niewielkimi pagodami. Zwierząt się stamtąd nie wyprasza 🙂
 
Te pagody z kolei otoczone są nieprawdopodobnym kiczem.
Kościół Świętego Serca jest jedynym kościołem katolickim w Vientiane. Trafiliśmy tam akurat w czasie chrztu.
Kościół Świętego Serca jest jedynym kościołem katolickim w Vientiane. Trafiliśmy tam akurat w czasie chrztu.
Kościół Świętego Serca jest jedynym kościołem katolickim w Vientiane. Trafiliśmy tam akurat w czasie chrztu.
Kościół Świętego Serca jest jedynym kościołem katolickim w Vientiane. Trafiliśmy tam akurat w czasie chrztu.
Życie mnichów w licznych klasztorach buddyjskich miasta. Więcej na ten temat znajdziecie w naszym wpisie tutaj:   https://hooltayewpodrozy.pl/2019/01/13/myanmar-mnisi-i-mniszki/ Wprawdzie opisuje on życie mnichów w Birmie, ale to ta sama odmiana buddyzmu – terawathe, więc różnic raczej niewiele, a najbardziej widoczną jest barwa szaty.
 
Życie mnichów w licznych klasztorach buddyjskich miasta.
Życie mnichów w licznych klasztorach buddyjskich miasta.
Życie mnichów w licznych klasztorach buddyjskich miasta.

 Życie mnichów w licznych klasztorach buddyjskich miasta.
Ten mnich przygotowuje się właśnie do matury i studiuje zadania algebraiczne.
 
Poranna ceremonia wręczania darów mnichom. Te dary w ubogim Vientiane ograniczają się właściwie do ugotowanego ryżu i czasem warzyw. To cała strawa mnichów.
Poranna ceremonia wręczania darów mnichom. Te dary w ubogim Vientiane ograniczają się właściwie do ugotowanego ryżu i czasem warzyw. To cała strawa mnichów.
Poranna ceremonia wręczania darów mnichom. Te dary w ubogim Vientiane ograniczają się właściwie do ugotowanego ryżu i czasem warzyw. To cała strawa mnichów.
Poranna ceremonia wręczania darów mnichom. Te dary w ubogim Vientiane ograniczają się właściwie do ugotowanego ryżu i czasem warzyw. To cała strawa mnichów.
Poranna ceremonia wręczania darów mnichom. Te dary w ubogim Vientiane ograniczają się właściwie do ugotowanego ryżu i czasem warzyw. To cała strawa mnichów.
Poranna ceremonia wręczania darów mnichom. Te dary w ubogim Vientiane ograniczają się właściwie do ugotowanego ryżu i czasem warzyw. To cała strawa mnichów.
Zanim podejdzie kolejna grupa mnichów darczyńcy modlą się, a następnie prawą ręką wlewają wodę do specjalnych ofiarnych miseczek, lewą zaś ciągle utrzymują w geście modlitewnym. Niestety nie udało nam się ustalić, co ten gest miałby symbolizować.
Zanim podejdzie kolejna grupa mnichów darczyńcy modlą się, a następnie prawą ręką wlewają wodę do specjalnych ofiarnych miseczek, lewą zaś ciągle utrzymują w geście modlitewnym. Niestety nie udało nam się ustalić, co ten gest miałby symbolizować.
Nekropolis w Vientiane. Na północnych obrzeżach miasta znajduje się ogromny cmentarz podzielony na sektory katolicki ( i innych wyznań chrześcijańskich, chiński, laotański, bezwyznaniowy, muzułmański i wojskowy .
Nekropolis w Vientiane. Na północnych obrzeżach miasta znajduje się ogromny cmentarz podzielony na sektory katolicki ( i innych wyznań chrześcijańskich, chiński, laotański, bezwyznaniowy, muzułmański i wojskowy.
Nekropolis w Vientiane. Na północnych obrzeżach miasta znajduje się ogromny cmentarz podzielony na sektory katolicki ( i innych wyznań chrześcijańskich, chiński, laotański, bezwyznaniowy, muzułmański i wojskowy.
Nekropolis w Vientiane. Na północnych obrzeżach miasta znajduje się ogromny cmentarz podzielony na sektory katolicki ( i innych wyznań chrześcijańskich, chiński, laotański, bezwyznaniowy, muzułmański i wojskowy
Nekropolis w Vientiane. Na północnych obrzeżach miasta znajduje się ogromny cmentarz podzielony na sektory katolicki ( i innych wyznań chrześcijańskich, chiński, laotański, bezwyznaniowy, muzułmański i wojskowy.
Nekropolis w Vientiane. Na północnych obrzeżach miasta znajduje się ogromny cmentarz podzielony na sektory katolicki ( i innych wyznań chrześcijańskich, chiński, laotański, bezwyznaniowy, muzułmański i wojskowy.
Nekropolis w Vientiane. Na północnych obrzeżach miasta znajduje się ogromny cmentarz podzielony na sektory katolicki ( i innych wyznań chrześcijańskich, chiński, laotański, bezwyznaniowy, muzułmański i wojskowy.
Mekong
Wieczorem całe życie stolicy przenosi się nad brzeg Mekongu. W porze suchej, kiedy woda w rzece jest niska na powstałych w korycie łachach piasku miejscowi chłopcy grają w piłkę
 
Nad Mekongiem
Wieczorem całe życie stolicy przenosi się nad brzeg Mekongu. W porze suchej, kiedy woda w rzece jest niska,na powstałych w korycie łachach piasku miejscowi chłopcy grają w piłkę.
 
Wieczorem całe życie stolicy przenosi się nad brzeg Mekongu. W porze suchej, kiedy woda w rzece jest niska,na powstałych w korycie łachach piasku miejscowi chłopcy grają w piłkę
 
Wieczorem całe życie stolicy przenosi się nad brzeg Mekongu. W porze suchej, kiedy woda w rzece jest niska,na powstałych w korycie łachach piasku miejscowi chłopcy grają w piłkę
 
Wczesny ranek nad Mekongiem należy do rybaków.
 
Wczesny ranek nad Mekongiem należy do rybaków.
 
Wczesny ranek nad Mekongiem należy do rybaków.
 
Wczesny ranek nad Mekongiem należy do rybaków.
 
Wczesny ranek nad Mekongiem należy do rybaków.
 
Nocny targ nad Mekongiem
Nocny targ nad Mekongiem
Nocny targ nad Mekongiem
Nocny targ nad Mekongiem
Nocny targ nad Mekongiem
Nocny targ nad Mekongiem
Nocny targ nad Mekongiem
Pakujemy nasz wehikuł. Niestety nikt tam nie pomyślał, żeby dodać sakwy bagażowe, albo przynajmniej stelaże do których można by przytroczyć nasze plecaki.Wszystko więc musieliśmy umieścić na maleńkim bagażniku za pomocą dziesiątek gum. Niestety takie rozmieszczenie bagażu po pierwsze nie cechowało się zbytnią trwałością, po drugie nie dawało wiele miejsca pasażerowi czyli mnie, a po trzecie podwyższało środek ciężkości motocykla. Mimo tego i tak byliśmy szczęśliwi, że wreszcie mogliśmy opuścić miasto.
Pakujemy nasz wehikuł. Niestety nikt tam nie pomyślał, żeby dodać sakwy bagażowe, albo przynajmniej stelaże do których można by przytroczyć nasze plecaki.Wszystko więc musieliśmy umieścić na maleńkim bagażniku za pomocą dziesiątek gum. Niestety takie rozmieszczenie bagażu po pierwsze nie cechowało się zbytnią trwałością, po drugie nie dawało wiele miejsca pasażerowi czyli mnie, a po trzecie podwyższało środek ciężkości motocykla. Mimo tego i tak byliśmy szczęśliwi, że wreszcie mogliśmy opuścić miasto.
Pakujemy nasz wehikuł. Niestety nikt tam nie pomyślał, żeby dodać sakwy bagażowe, albo przynajmniej stelaże do których można by przytroczyć nasze plecaki.Wszystko więc musieliśmy umieścić na maleńkim bagażniku za pomocą dziesiątek gum. Niestety takie rozmieszczenie bagażu po pierwsze nie cechowało się zbytnią trwałością, po drugie nie dawało wiele miejsca pasażerowi czyli mnie, a po trzecie podwyższało środek ciężkości motocykla. Mimo tego i tak byliśmy szczęśliwi, że wreszcie mogliśmy opuścić miasto.

Przygotowanie do wyjazdu zajęło nam bez mała 3 godziny. Wreszcie mogliśmy dosiąść naszego “rumaka” i ruszyć na północ w kierunki Vangvieng. O tym jednak opowiemy w następnym odcinku.

0 0 vote
Article Rating
Tags:
Subscribe
Powiadom o
guest
74 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Teresa

Obejrzałam Irenko i jestem pod wrażeniem Waszych przygód. To co publikujecie zasługuje na odznaczenie. Dzięki Waszym podróżom, niekiedy bardzo niebezpiecznym, możemy zwiedzać ten piękny świat. Opisy są niesamowite, a zdjęcia piękne. Życzę Wam dobrego zdrowia i niech radość zawsze będzie z Wami.

Viola z My British Journey

Obejrzałam i przeczytałam, tyle przygód i ciekawych obrazków z życia tych ludzi. Aż trudno uwierzyć, że to wciąż ta sama planeta. Jak widać ludzie bardzo oddani są swoim wyzwaniom, na twarzach tych kobiet widać autentyczną wiarę. Egzotyka, jakaś delikatność i subtelność, ujęła mnie ta kraina. Czekam na ciąg dalszy 😊

Katarzyna

Z prawdziwą przyjemnością przeczytałam ten wpis. Czekam na następne 🙂

Olka

Za każdym razem, gdy zaglądam na Waszego bloga, przenoszą się daleko od domu i mogę choć na chwilę poczuć zapach i klimat orientu. 🙂

Anna

Fantastyczna ta motocyklowa wyprawa!
Zdjęcia hipnotyzujące…Złapałam się na wielokrotnym przeglądaniu ich. Niektóre mogłyby być pięknymi obrazami.

Aga Mylifestyle

Przepiękna, obszerna fotorelacja! Zazdroszczę tej wspaniałej podróży

Ania

Z tą kartą to naprawdę niezły bajzel… Ale z tego, co sobie przypominam, mojej siostrze ten sam bank zablokował kartę bez uprzedzenia tylko dlatego, że zapłaciła nią na urlopie w Chorwacji… Tak wiesz, że jeszcze musisz podziękować, bo uratowali Cię przed kradzieżą. Nic to, że nie masz jak zapłacić za paliwo, żeby wrócić do domu 😉 Nie jest tajemnicą, że ja czekałam na ten Laos! Jest tak, jak się spodziewałam – niby biednie, ale kolorowo i szczęśliwie! Ludzie w coś wierzą, coś szanują i cieszą się z tego, co mają. Wyobrażasz sobie, jak byś u nas w koście położyła księdzu… Czytaj więcej »

Ania

Za to właśnie lubię Wasze zdjęcia! Jak sobie wpiszesz na Instagramie chociażby #tajlandia, to zobaczysz piękne foteczki, drinki z palemkami i cholera wie co jeszcze… I super, jeśli ktoś, tak, jak już o tym wcześniej wspominałyśmy, lubi być wnoszony w lektyce do ekskluzywnego hotelu ze SPA. Ale niestety w tym kompleksie turystycznym łatwo zgubić prawdziwą tożsamość miejsca, które odwiedzamy…

Małgosia z Akacjowego Bloga

Uwielbiam z Wami podróżować. Bardzo ciekawy wpis, a w nim przygody, cudowne zdjęcia 🙂 A czemu w tytule są słonie ? Będzie o tym w kolejnej części ? Dzięki za relację, pozdrowienia Małgosia

Znacie to juz pewnie do znudzenia – Wasze zdjęcia naprawdę bardzo zachęcają do podróżowania tak w ogóle, choć i w te szczególne miejsca.
Bardzo sobie cenię te wirtualne podróżowanie z Wami! 🙂

Słodko Słodka

Fantastyczna podróż,jak zawsze pięknie opisana i pokazana,w najbliższym czasie o podróżach możemy pomarzyć,jedynie palcem po mapie,więc co nam pozostaje…częściej wpadać do Was 🙂

Karolina Zarzycka

niesamowita podróż i przeżycia! 🙂

Miłość mamy

Cudowne przygody i przepiękne zdjęcia. Macie co wspominać. Pozdrawiam serdecznie;)

Dominik

Do Was to warto zaglądać nawet dla samych zdjęć! Szczególnie teraz, gdzie jedyna aktywność to zwiedzanie balkonu…

Krystyna

Świetne zdjęcia, czysta egzotyka 🙂
A mnisi jakoś nie wyglądają na zabiedzonych 🙂

Maria

Co za fascynujący świat! Zdjęcia mnie porwały, poleciałabym tam od razu. Miałaś Irenko szczęście, że czas Was nie ograniczał i aż tyle zobaczyłaś. Nigdy nie podróżowałam tak długo, ale rozumiem jak to wciąga. W USA też nie mogłam zapłacić kartą, bank blokował za każdym razem, po telefonie działała tylko raz. Teraz możemy wszyscy tylko wspominać, pozdrawiam ciepło:)

sabina

Wspaniała relacja, aż chciałoby się tam pojechać, nie ważne, jakim środkiem lokomocji. Piękne zdjęcia!

Wędrówki po kuchni

Kolejna, niesamowita podróż. Dostarczacie nam wspaniałe zdjęcia i informacje z miejsc dla wielu z nas niedostępnych

Beata Herbata

Cudowne zdjęcia i fantastyczna wyprawa. Chociaż nie wiem czy ja bym się odważyła 😉

Magdalena

Uroczy i konkretny wpis. Zdjęcia dodają klimatu i powodują, że choć trochę czuje się jak bym tam była. Jestem pod wrażeniem.

Karolina z Rudeiczarne.pl

Od razu mi lepiej na sercu i duszy po tym poście! Podróż do Laosu marzy nam się od dawna, miała być w tym roku, ale raczej nic z tego, więc ruszymy za rok. Wspaniała przygoda i piękne zdjęcia, jak zawsze! Szczególnie rozczulił mnie portret dziewczynki na nocnym targu! Jak ja tęsknię za Azją!!!
Ściskam Was mocno!

Karolina

Jejku, ja bym chyba dostała nerwicy, gdyby przytrafiła mi się taka przygoda z kartą. 😯 Dobrze, że w rezultacie PRAWIE wszystko ok, ale i tak. No cóż. Przynajmniej jest co wspominać 😊 Jak zawsze urocze zdjęcia i garść informacji, które są istotne. Wczoraj zastanawiałam się skąd moja sympatia do tego bloga i doszłam do wniosku, że on po prostu często przypomina mi katalog National Geographic, które kilka lat wcześniej namiętnie czytałam. Świetny reportaż, gratuluję! 😊

Barbara

Słyszałam, że Wietnam jest piękny, a Ty tym wpisem to tylko potwierdziłaś. Wasze przygdy są super. Mam nadzieje, że kiedyś uda mi się te wszystkie miejsca zobaczyć. Czekam tylko,aż granice otworzą 🙂

Marysia

Współczuję sytuacji z kartą, raz tak miałam, akurat tuż przed wyjazdem i za nic w świecie nie chciałabym aby taka sytuacja znów się powtórzyła. Jak sobie przypomnę jakie to było stresujące… agghhh..

CoMaBijou

Na zdjęciach pięknie uchwycone życie ludzi. Niesamowite są szczególnie te zdjęcia rybaków o poranku. Podziwiam odwagę z jazdą na motorze we mnie cały czas ten środek transportu budzi obawy.

Pieprzyć z Fantazją

Niesamowita podróż, mnóstwo pięknych zdjęć. Przenoszę się z Wami dzięki nim tam gdzie chciałabym być. Piękną macie pasję!

Sikorkowe Pasje

Cóż to za niepoważny BANK! Masakra. Dobrze, że bank Marka szybko sobie poradził z zaistniałą sytuacją. Heh:( . Podróż jak zawsze pełna magii. Mogę siedzieć i patrzeć na te wspaniałe Wasze zdjęcia, na tych ludzi, architekturę i … wcale nie muszę wychodzić z domu!
pozdrawiam 🙂

Ola z Muzycznej Listy

Zdjęcia, które umieszczacie, są cudowne! Mogłabym na nie patrzeć godzinami!
Mam nadzieję, że dalsza podróż obyła się już bez problemów z bankami. Nie mogę się doczekać dalszej części 😉

Agata

Jestem pod wrażeniem Twojej relacji, opis i zdjęcia są przepiękne. Gdzie w tej chwili jesteście?

Candy Pandas

Wspaniałe zdjęcia, aż czujemy jakbyśmy chociaż przez chwilę tam były 🙂 Mieliście świetną wyprawę choć szkoda, że niestety z pojawiły się problemy z bankiem :/

krystynabozenna

Świetne zdjęcia, jeżeli chodzi o jakoś, bo tematy zdjęć to na pewno są interesujące 🙂
Też miałam kiedyś przeboje z kartą, niestety trzeba pamiętać te kody…
bo narobimy sobie kłopotu.

Nie byłam w Laosie, odwiedziłam natomiast Kambodżę i Tajlandię. Mam wrażenie, że laoskie świątynie do złudzenia przypominają te z Bangkoku. A reszta kraju chyba bardziej Kambodżę, prawda? Jest bardziej autentyczna i mniej turystyczna niż Tajlandia. Dziękuję za wspaniałą wirtualną podróż☺. Pozdrawiam serdecznie!

Filip Obara

Ahoj, Hooltaye! 🙂

Niezła przygoda i jak zwykle wiele mówiące zdjęcia… ale na fotkę Waszej maszyny długo musiałem scrollować 😀 To ścigacz??? Jak Wam się jechało, poza tym, że torby obijały się o plecy? 😉 Ile kilometrów zrobiliście?

Anegdota z polskim bankiem zatrważająca… ale niestety, jesteśmy krajem trzeciego świata, a na wszystko wymówką są wszechwładne “procedury”. Ale zostawmy to, a tymczasem wyruszam w dalszą podróż w następnej części!

Pozdrowienia!

Okiem Blondynki by McBlondi

I znowu zabraliście mnie, w piękną, kolorową podróż 🙂 Dobrze, że można sobie chociaż poczytać i pooglądać zdjęcia. A Wasze fotki, zawsze wspaniale oddają klimat miejsc, w których zostały zrobione 🙂

Kasia Kowalska

Nie ukrywam, że tak troszkę creepy wyglądały te nagrobki zalane wodą — niezły materiał na film 😉 I zostając przy tych cmentarzach — bardzo podoba mi się ich podział ze względu na wiarę. Cieszę się, że wszyscy mogą leżeć w jednej ziemi, i że nikt nie zauważa w tym niczego złego czy niestosownego.

Maja

Pierwsze zdjęcie rybaków wbiło mnie w fotel! Jest fenomenalne! Poza tym uwielbiam wszystkie Wasze zdjęcia i przygody i to, że pierwsza myśl, która pojawia się w mojej głowie po wejściu na Waszego bloga to: “no dobrze, to gdzie mam ochotę się dzisiaj wybrać?” 😀 Autentycznie, ze wszystkich blogów podróżniczych, Wasz najbardziej sprawia, że można się przez moment poczuć, jakby było się tam z Wami. Nie wiem, czy to zasługa świetnych zdjęć, na których można na przykład poczuć zapach dymu, czy fajnych opisów sytuacyjnych, ale co by to nie było, robicie to świetnie 🙂

Mototrasa

Hah, motocyklem to już nam się podoba! :))) W zasadzie Azja to nasz następny kierunek zaraz po obydwu Amerykach. Piękne zdjęcia i dziękujemy za inspirację. 🙂