Myanmar – Ngapali – w małej wiosce na końcu świata

  • Home
  • Azja
  • Myanmar – Ngapali – w małej wiosce na końcu świata

Zapraszam Was do Ngapali, małej wioski w Myanmar. Rok 1998 – mój pierwszy pobyt w tym kraju. Po krótkim locie w Bangkoku ląduję w Rangunie. Tu zauważam, że przeniosłem się nie tylko w przestrzeni, ale również  w czasie i to co najmniej jakieś 50 lat. Czym głębiej jednak wjeżdżam w prowincję, tym w odleglejsze lata się przenoszę, ale o tym przekonam się dopiero po paru dniach, gdy opuszczę birmańską stolicę.

Już drugiego dnia pobytu w jednej z agencji turystycznych spróbowałem kupić bilety na lot do Heho (skąd niedaleko do Jeziora Inle, lub Bagan). Myślałem, że nie będzie z tym żadnych kłopotów, że wolne miejsca będą wręcz oczekiwały… o naiwności ! :)))

Podróż na koniec świata

Do Bagan owszem, mogę polecieć, ale za 2 tygodnie. Do Heho za 3 miesiące 🙂 Oczywiście jest możliwość przejazdu drogą – autobusem, który rozpada się w drodze, parę razy dodatkowo dodając czasu do pokonywanej trasy (średnia prędkość w tamtym czasie w tym kraju to porywające 14-16 km/h). Jeśli wynająłbym taksówkę ( niezbyt drogą, jeśli liczyłbym pieniądze wymienione w nielegalnych wówczas kantorach, natomiast horrendalnie drogą, licząc kurs oficjalny w bankach i obowiązkową w tym czasie wymianę bodaj 30 USD dziennie) to zwiększyłbym prędkość średnią do być może nawet 19-20 km/h, a jednocześnie niepomiernie poprawiłbym warunki podróży.

W agencji jednak zaczynam kombinować i pytam, czy mógłbym polecieć gdziekolwiek, dokąd nie potrzebowałbym specjalnego zezwolenia ( niestety w tamtym czasie i jeszcze przez wiele lat potem dla turystów dostępnych było tylko kilka punktów w Birmie). Pani patrzy, przegląda ( to jeszcze nie czasy powszechnych sieci komputerowych, chociaż w świecie zachodnim od wielu już lat funkcjonuje system “Fantasia”) Po niemal godzinie podniecony głos wykrzykuje “Yessss. I’ve got it!” “You can fly to Ngapali”.

Ngapali? …where the hell is it? jakoś tak pomyślałem. W odpowiedzi słyszę, że to cudowny kurort nad Zatoką Bengalską, z pięknymi plażami. Mówię pani, że ja przecież mieszkam 300 metrów od pięknej plaży i nie jest to dla mnie specjalna atrakcja, jednak ona nie ustępuje i mówi, że muszę jechać na tydzień, bo dopiero wtedy ma miejsce powrotne.

Dzioborożec  gdzieś nad dżunglą w drodze do Ngapali w 2007 roku
Takie “autobusy” również kursują na drodze z Pyain do stanu Rakhine w tym do Ngapali i Thandwe.
To typowy autobus przemierzający trasę. Każdy nowoczesny rozpadłby się po kilku kursach.
Ta ciężarówka przyjechała właśnie z suchego płaskowyżu na wschód od rzeki Iriwadi do rajskich ogrodów wybrzeża Zatoki Bengalskiej.

I tak następnego dnia rano siędzę w jakimś śmigłowym samolocie oczekując startu. Niedługo po oderwaniu się od ziemi widzę tylko niewysokie góry pokryte niekończącym się tropikalnym lasem. Po niecałych 50 minutach lotu samolot podchodzi do lądowania zataczając szeroki łuk nad morzem. Tym razem w dole widzę dziesiątki maleńkich wysepek i ląd z kilometrami niemal białych smug plaż i gęstymi lasami palm kokosowych zaraz za nimi. Mam wrażenie, że ląduję w raju, wrażenie mocno pogłębione kontrastem z dopiero co opuszczonymi, koszmarnymi wręcz ulicami w centrum Rangunu.

W kurorcie Ngapali

Wyjście z samolotu – temperatura powietrza około 30 st. C, niedługo później przekonuję się, że temperatura wody jest niemal taka sama, jak powietrza.

Plaża na jednej z wysepek w pobliżu Ngapali.
Plaża w “kurorcie” jest dla mieszkańców rybackiej wioski istotną arterią komunikacyjną.
Jest również miejscem zabaw
i wypoczynku.
Ten wóz zaprzężony w woły jest najpopularniejszym środkiem transportu towarów na krótkie dystanse.
Chłodzenie silnika

Niedługo potem znajduję pokój w hoteliku na samym końcu “kurortu”, a tuż przed tradycyjną wioską rybacką. Mój Royal Beach Motel ma tylko kilka pokoi, a położony jest w lesie palm kokosowych tuż przy plaży. Niedługo potem wypożyczam rower i jadę do pobliskiej wioski rybackiej. Jest wprawdzie południe i światło stanowczo zbyt ostre jak na zdjęcia, ale już wiem, że dla fotografa to istny raj. Muszę tu tylko wracać wczesnym rankiem i pod koniec dnia. Zapisują sobie jakie ujęcia chciałbym zrobić ( to czasy fotografii analogowej, a mam ze sobą tylko 40 rolek filmu na cały pobyt w Birmie).

Muszę też zaplanować jaki film założyć do aparatu, by uniknąć poruszeń w kadrach. Wybieram 400ASA na późne popołudnie, chociaż mam przeczucie, że może to być za mało, ale mam niewiele rolek o wyższej czułości, no i mają one oczywiście większe ziarno. Właśnie tego chcę uniknąć. Niestety okazuje się, że miałem rację i płonne były moje nadzieje. Tak więc na filmie muszę zapisać, że przeznaczony będzie do “push processingu”, czyli ziarno będzie większe nawet, niz na 800ASA 🙁

Koniec dnia w wiosce.
To najpopularniejszy środek transportu osobowego, krótkodystansowego, oraz niewielkich ładunków też.
Zaprzęg wraca do domu po dniu znojnej pracy.
Na festynach zawsze robi sie zbiórki pieniędzy na budowę nowej, czy naprawę istniejącej świątyni.
Ktoś ma ochotę na rybkę prosto z oceanu?
Koniec dnia nad Zatoką Bengalską.

Tymczasem moje pierwsze wrażenia z wioski są wręcz boskie. Uśmiechnięci, przyjaźni ludzie do tego nie stroniący od obiektywu. Często próbują zagadywać, ale ja znam z 10 słów w języku Bamar, a oni razem ze 100 w angielskim. Po takiej konwersacji bolą ręce 🙂 Wchodzę do miejscowej “gospody”. Pytam o piwo …takiego luksusu tutaj nie ma (będzie już parę lat później, gdy odwiedzę to miejsce po raz wtóry). Wiele tu natomiast mocnych trunków – lokalna whisky wcale nie najgorsza – podobna trochę do najtańszego Johnnie Walker i nadająca się do picia ( moim zdaniem) wyłącznie w postaci drinków. No i z tym jest problem…z drinków jest cola, ale ja słodkich nie znoszę. Pytam o wodę sodową – niestety nikt nie ma pojęcia o co mi chodzi. Znajduję jednak wyjście. W gospodzie mają lokalny i również niezły gin i importowany tonik ( kilkanaście razy droższy od ginu). Po 2 drinkach wszyscy bywalcy gospody to już moi najlepsi kumple i zastanawiamy się, czy mamy wspólnych znajomych. Pewnie gdybym pozwolił sobie na jeszcze kilka więcej, to okazałoby się, że całkiem dobrze mówię w egzotycznym języku bamarskim, a moi rozmówcy świetnie sobie radzą z polskim, no ale mnie trzeba wstawać przed świtem i oddać się pasji fotograficznej. Tak to właśnie fotografia chroni mnie przed popadnięciem w nałóg.

O świcie większość rybaków wraca do domu po nocnych połowach.
Również o świcie na plaże wioski przybijają łódki z pobliskich wysepek przywożąc ludzi na targ.
Targ to najważniejsze po połowie ryb wydarzenie dnia.
Czy ta dziewczynka nie przypomina wam postaci z pewnego obrazu?
O świcie wyruszam też i ja na jedną z wysepek.
To chyba trzy Gracje?
Takimi łódkami rybacy wyruszają często w morze nawet na dystans 100 km.
Jak widać trzy Gracje trochę się postarzały.
Powrót z targu.
Poranna toaleta.

Wrażenia z pobytu w Ngapali

Spędziłem w tej wiosce bez mała tydzień. Najpierw zobaczyłem w niej raj. Cudowne widoki, krystaliczne morze, nieskażona dżungla, przyjaźni mieszkańcy. Po paru dniach jednak zobaczyłem też drugą stronę życia w tym miejscu. Brak kanalizacji , brak wywozu śmieci – te były najbardziej widoczne, a była to pora sucha, kiedy znacznie łatwiej radzić sobie z tymi niedogodnościami. Widoczna była też skrajna bieda mieszkańców. 

Przynajmniej 60-70-% dochodów pochodziła z rybołówstwa. Jednak połowy z roku na rok były gorsze. Niewielka liczba kobiet była zatrudniona w powstających tuż obok hotelach, jednak to prace bardzo skromnie opłacane. Opieka medyczna? Tylko dzięki nowo powstającemu “kurortowi” otworzono tu maleńką przychodnię w której raz na miesiąc pojawia się kwalifikowana pielęgniarka, a raz na 2 miesiące lekarz.

Rozrywka?…wspomniana wcześniej gospoda, no i parę lokalnych festynów. To absolutnie wszystko.
W porze suchej życie jest tu znośne. Jednak to zaledwie 4 miesiące. Następne 2-3 miesiące to jeszcze dający się przeżyć sezon przejściowy. Na niemal sześć miesięcy każdego roku to monsun bierze we władanie ten rejon świata. Co za tym idzie to potężne, zagrażające życiu huragany – szczególnie na początku i końcu pory deszczowej. 

W maju 2008 roku do wioski dotarł Nargis, który według oficjalnych danych ówcześnie rządzącej w Birmie junty pochłonął ponad 138 tys. istnień. Według niezależnych szacunków mogło to być nawet pół miliona.

W Ngapali i pobliskim Thandwe życie straciło kilka tysięcy osób. Opisy świadków akcji ratowniczej były jak scenariusz horroru. Wszyscy opowiadali o ciałach kobiet powieszonych na własnych włosach zaplątanych w gałęzie drzew i pnie palm. 

W czasie pory monsunowej deszcz pada przez większość dnia.
Życie w monsunie staje się dużo trudniejsze.
Deszcz potrafi czasem zalać absolutnie wszystko.

Monsun

Monsun przynosi do wioski ogromne opady. Każdego z trzech letnich miesięcy spada tu dwukrotność średniej dla Polski. Wraz z nimi Ngapali zalane jest błotem, wybijającymi szambami, śmieciami. W tych warunkach zachowanie higieny jest niemożliwe. Mieszkańców dopadają więc wszelkie, możliwe bakterie i pasożyty – także te powodujace malarię, a roznoszone przez lęgnące się w pobliskiej dżungli komary. Wtedy widoczne jest najlepiej jak blisko jest z raju do piekła.

Portret rikszarza.
Intymny portret małej damy.
Pisałem, że mieszkańcy są uśmiechnięci i przyjaźni?
W oczekiwaniu na chłopców wracających z morza.
Cygaro kontra Myszka Miki.
Cygaro wygrało.
Po porannym powrocie z połowów dalej rybami zajmują się już kobiety. Te najmniejsze są suszone i potem przerabiane na sosy, oraz inne bliżej nieokreślone potrawy.
Jedno spojrzenie.

Do wioski przyjechałem ponownie 5 lat później. Już wtedy powstał pomysł, by ze zrobionych tam zdjęć zrobić pierwszą w tym miejscu wystawę fotograficzną. Zanim się to jednak stało, w 2007 roku byłem tam raz jeszcze. Wystawę udało mi sie urządzić w roku 2008. O tym jednak napiszę w oddzielnym wpisie. 

Tymczasem zapraszam Was do obejrzenia pozostałych zdjęć z Ngapali i  zapoznaniem się z jego mieszkańcami.

Tym dziewczynom zupełnie nie przeszkadzało robienie im zdjęć.

Smołowanie łódki. Drewno poddane ciagłemu nasączaniu i suszeniu, oraz morskiej soli rozsycha się i przepuszcza wodę. Trzeba je więc impregnować.

Kobiety zajmują się rybami z nocnego połowu.

Czekając na tych, co na morzu.

Nowe wcielenie Churchilla?

Inne trzy Gracje.

Powrót z targu.

Życie jak na teatralnej scenie.

Te rybki to jakość restauracyjna. Kupią je miejscowe hotele i knajpki.

Czasem życie przypomina sceny z opery – diva i chórzystki za nią.

Podryw wszędzie taki sam, tylko “fura” nieco mniejsza.

Ryyybus dyyyngus! Na te maty wysypuje się takie rybki, które przeznacza się do suszenia.

Praca przy suszeniu rybek.

Na targ.

Monsunowi chłopcy.

Fajka dodaje powagi 🙂

To właściciel pobliskiej knajpki zaprasza na kolację.

Powrót z ciężkiej pracy w ryżowych polach.

Dzięki takiemu noszeniu ciężarów kobiety mają tu nieprawdopodobnie smukłe sylwetki.

Lokalna piękność. Zadziwiające jak wiele w tej wiosce bardzo atrakcyjnych kobiet.

Jaś i Małgosia zbliżają się do chatki z piernika…no w naszej wersji zamiast Jasia jest druga Małgosia 🙂

Życie łatwe tu wcale nie jest.

To bardzo rzadkie, by mężczyźni nosili tu ryby.

Smutek zniewolonej małpki.

Tags:

82
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Viola/My British Journey
Gość

Aż mi słów brakuje, cudowne fotografie, naprawdę piękne prace. Taka mnie naszła refleksja, gdy przyglądałam się kobietom z Twoich zdjęć, ile one mają w sobie gracji i powabu. faktycznie każda to piękna kobieta, ciężko pracujące ale i eleganckie zarazem, wystarczy spojrzeć na ich szykowne koszulki. Barwnie i kolorowo, dziękuję za tę podróż. 🙂

Marek
Gość

Bardzo dziękuję Violu. Ngapali to takie miejsce, gdzie po minimalnych przygotowaniach można by organizować wybory Miss Universe korzystając wyłącznie z miejscowych kandydatek :)))

podstawyrosyjskiego.pl
Gość

Co nie oznacza, że nie są cały czas zmęczone. To trochę przesada że muszą pracować jak nieefektywnie, wszystko ręcznie i bez narzędzi. Bieda nie jest okej i szkoda ludzi.

Karolina z Rudeiczarne.pl
Gość

Wzruszył mnie ten wpis i zdjęcia. Jakkolwiek banalnie to może zabrzmieć, ale naprawdę mnie wzruszył.Całe szczęście Marku, że fotografia trzyma Cię z dala od nałogu, nie darowałabym Ci, gdybyś przestał nas karmić tymi fotografiami! A miejsce – rzeczywiście raj dla fotografa. Niesamowite wyłapujesz drobiazgi, blaski słońca, krople deszczu, gęsią skórkę. Aż sama mam gęsią skórkę. I ten dzioborożec! Nigdy nie widziałam takiego cudaka! 🙂Najbardziej wzruszył mnie portret rikszarza i jego oczy. Mogłabym oglądać to zdjęcie godzinami. Wyobrażam sobie, jak z dnia na dzień zacząłeś dostrzegać tą drugą stronę raju, tą smutną, tą pełną ryzyka i zagrożeń, bo kto wie, co… Czytaj więcej »

Marek
Gość

Zacznę od końca …tą reakcję na wcześniejsze zdjęcia wkrótce zobaczysz 🙂 teraz do początku – konieczność wstawania przed świtem, by skorzystać z najlepszej, fotograficznej pory wymusza umiar w alkoholu. Z drugiej strony wszyscy wiemy jak alkohol ułatwia komunikację w nieznanych językach :))) potrzebne tu equilibrium :)))
Dzioborożca widziałem aż dwa razy – pierwszy i ostatni właśnie wtedy, gdy robiłem to zdjęcie po raz trzeci jadąc do Ngapali – tym razem ciężarówką przez dżunglę i górki 🙂
Bardzo mi miło, ze podobaja Ci sie zdjęcia:)
Pozdrawiam!

Dzieciorka
Gość

Co za wspaniala podróż, piekne zdjęcia, aż zapiera dech. Zestawienie pięknej plaży, lazurowej wody z codziennością tych ludzi sprawia, że wszystko wygląda nieprawdopodobnie.

Marek
Gość

Bardzo nam miło, że podobał Ci się nasz wpis. To naprawdę piękne i jeszcze mało odwiedzane miejsce.

ru_da
Gość
ru_da

Z prawdziwą przyjemnością obejrzałam i przeczytałam. Nie mam szans na taką podróż, więc tym bardziej cenię sobie takie relacje. Niezwykłe fotki z codziennego życia szczególnie mi się podobały. Pozdrawiam serdecznie.

Marek
Gość

Bardzo dziękujemy. Ogromnie nam miło, że nasz fotoreportaż podobał Ci się. Mamy nadzieję, że może jednak kiedyś będziesz miała możliwość odbycia swojej podróży marzeń.

Michał Golla
Gość

Zacznę od końca….. zdjęcia jak zawsze wgniatające w krzesło. Nie wiem, czy to wynik nauki, praktyki czy wrodzony talent, ale macie jedne z najlepszych zdjęć podróżniczych jakie kiedykolwiek widziałem. Ciekawe są takie miejsca z dala od cywilizacji i spotów turystycznych. Dopiero żyjąc pomiędzy "prawdziwymi" ludźmi, którzy nie odgrywają codziennej szopki dla turystów za pieniądze, możemy zobaczyć, jak kraj i kultura wyglądają naprawdę. Wszystko inne, "główne spoty" są o wiele mniej wartościowe. Nie wyobrażam sobie nawet żywiołu, który jest w stanie pochłonąć tyle istnień…. Szkoda, że ludzie, którzy naprawdę łatwo nie mają, nie dość, że cierpią biedę, choroby, brud, to jeszcze… Czytaj więcej »

Marek
Gość

Bardzo dziękujemy za miłe słowa. Wkładamy wiele wysiłku w robienie zdjęć w czasie podróży. Często nawet planujemy podróż pod kątem fotografii, planując z góry o jakich porach dnia i w ogóle w jakim sezonie chcemy być w pewnych miejscach 🙂Nargis był chyba momentem naprawdę przełomowym w historii Birmy. Pokazał w całej okazałości nieudolność ówczesnych władz, ich absolutną obojętność na losy współobywateli, oraz nieskończoność potężnej studni korupcji i chciwości. Niestety nawet po zmianie władzy w tym kraju te ostatnie cechy okazały się wyjątkowo żywotne ponad wszelkimi podziałami. Ten fakt wywołuje u mnie refleksję, że przysłowiowa "ryba" psuje się jednak od ogona,… Czytaj więcej »

Anita
Gość

Birma to było dla mnie magiczne miejsce. Uwielbiałam prostotę ludzi, wszystko było spokojne, powolne a dziedzictwo zachwycające. Przemierzyłam sama autostopem pół kraju do bólu D*** i mogę każdemu polecic.

Marek
Gość

Anito – jesteśmy pełni podziwu! Autostopem przez Birmę to juz prawdziwa egzotyka. Jedynym minusem jest czas. Niestety w Birmie można zostać na 4 tygodnie, no i jeszcze tydzień przedłużyć płacąc za każdy dzień karę, która nie jest aż tak wysoka, by zrujnować. Powyżej tej granicy jest już znacznie gorzej. Mnie zawsze brakowało tam czasu, pomimo, ze przemieszczałem się znacznie szybciej, niz to możliwe w przypadku autostopu. Jednak Ty miałaś dodatkowo możliwość zawarcia bliższych znajomości z lokalsami, czego zazdrościmy 🙂

Aleksandra Bohojło / Esencja
Gość

Absolutnie fantastyczne zdjęcia. Głęboko wierzę, że będę mogła odbyć kiedyś podróż do Birmy, ale póki co planuję inny kraj (blisko Birmy), choć Birma cały czas jest gdzieś z tyłu mojej głowy.
Podróżowanie jest takie fascynujące i właśnie w takiej formule, kiedy możemy poznać dany kraj od jej najblższej strony – lokalnej, obyczajowej, tzw. real life.

Marek
Gość

Gorąco polecamy przesunięcie Birmy ma sam szczyt listy krajów do odwiedzenia w najbliższym okresie. Odwiedzenie do tego kraju to ciągle jeszcze podróż nie tylko w przestrzeni, ale również w czasie, chociaż z roku na rok ten ostatni aspekt zmniejsza dystans.

Mokka
Gość

Kiedy spostrzegłam nowy wpis to zamknęłam się w pokoju i podróżowałam sobie Waszymi oczami. Taka wyprawa zawsze przynosi wiele wrażeń estetycznych, bo zdjęcia są cudne. Bardzo ciekawe jest to, że ludzie borykający się z żywiołami natury, monsunami mają taki spokój i mądrość na twarzy. Widać też dumę, która chyba jest wrodzona. Kobiety są tam piękne. Nie ważne, że z koszykiem na głowie i torebką w kwiaty. Modelka z Paryża się do nich nie umywa, gdyż jest to wyuczona poza. Birmanki to urodzone gracje. Przeczytałam o powrotach w to samo miejsce! Faktycznie mamy coś takiego, że lubimy wracać w stare miejsca.… Czytaj więcej »

Marek
Gość

Oj! swoim wpisem zrobiłaś nam wielka frajdę! Do fotografii przywiązujemy ogromne znaczenie i wkładamy w nią bardzo wiele wysiłku, Takie słowa potrafią dobrze zmobilizować do starań w czasie następnych podróży 🙂

AnetaSz.
Gość

Po 1 zdjęcia są fenomenalne. Klimatyczne. Realistyczne. A z drugiej strony… Jak by mi ktoś bajkę opowiadał. Aż trudno uwierzyć że na świecie są wciąż takie miejsca…

Marek
Gość

Ogromnie nam miło i bardzo dziękujemy. Zapraszamy do oglądania naszych wcześniejszych wpisów, jak również przyszłych. Pozdrawiamy!

Monika Kilijańska
Gość

Podziwiam umiejętność Twoją do robienia zdjęć i tych kobiet, noszących wszystko na głowach. Ciekawe co na to ich kręgosłup po latach takiego dźwigania.

Marek
Gość

Bardzo dziękujemy Moniko. Wydaje się, że kręgosłupy tych kobiet są w większości w doskonałym stanie…znacznie lepszym, niż w krajach zachodu. Wynika to z procesu nauki takiego noszenia. Małe dziewczynki bawią się w ten sposób, ucząc się balansowania ładunkiem i wzmacniając mięśnie kręgosłupa – zwłaszcza jego lędźwiowej części.Problemem jest natomiast , gdy kobiety próbują nosić ładunek zbyt ciężki, taki do którego niedostatecznie są wytrenowane.

Sandi Cullen
Gość

Widoki zapierają dech w piersiach. Fajnie byłoby zobaczyć to wszystko na żywo 😁

Marek
Gość

bardzo dziękujemy 🙂

SAWKA
Gość

piękna zdjęcia, piękna opowieść – chociaż nie chciałabym tam żyć, ani nawet podróżować

Marek
Gość

Zastanawiamy się dlaczego nie chciałabyś podróżować w te okolice. Plaże należą do najpiękniejszych na świecie.

Maria Kowalewski
Gość

Bardzo lubię relacje z dużą ilością zdjęć, bo żadne słowa nie opiszą cudów natury i ludzi, którzy żyją zupełnie inaczej. Ta niebiańska plaża przypomina mi karaibską, tylko ludzie inni, barwni na swój własny i niepowtarzalny sposób. Zdjęcia ludzi uchwyconych w ruchu szczególnie przemawiają, takie nie upozowane pokazują naturalny świat. Bardzo bym chciała tam pojechać właśnie dzięki Wam i tym pięknym zdjęciom. Nie dziwię się Marku, że wracasz.

Bea
Gość

To jest taka masa pięknych zdjęć, że człowiek tylko przegląda i przegląda… 🙂

Marek
Gość

Nie musisz się śpieszyć. Obiecujemy, że nie zamierzamy usuwać zdjęć w przewidywalnej przyszłości 🙂

Bogusława Pawłowska | Odsłoń Kulturę
Gość

Masa przygód za Wami! 🙂 przepiękne zdjęcia, aż smutno się robi, że taka wyprawa nie jest na razie dla mnie osiągalna 🙁

Marek
Gość

Mam nadzieję, że kiedyś osiągalna będzie. Warto zwiedzać świat, poznawać obce kraje, inne kultury , religie, obyczaje. To pomaga w jego lepszym zrozumieniu, w wypracowaniu w sobie tolerancji dla inności, coś, czego życzyłbym zwłaszcza politykom maści wszelakiej zanim jeszcze zdecydują się być politykami :)))

Viki808
Gość
Viki808

No cóż Marku… to, że jestem zadeklarowaną fanką Twoich zdjęć i Twoich, a właściwie Waszych, podróży to właściwie już nawet nie muszę pisać bo dobrze o tym wiesz. Swój komentarz dodaję tylko po to żebyś wiedział, że regularnie tu zaglądam, a już obowiązkowo szykując się do kolejnego wypadu. A, że tym razem w planie jest Birma to rozkładam Twoje zdjęcia na czynniki pierwsze próbując zapamiętać jak najwięcej. Niestety mój sprzęt i moje umiejętności-czyli ich brak- też Ci jest dobrze znany więc nie ma opcji żebym mogła się po powrocie pochwalić TAKIMI kadrami jak Twoje, ale…na pewno przywiozę ich sporo bo… Czytaj więcej »

Marek
Gość

Wiesiu – już bez przesady! Potrafisz robić naprawdę fajne foty. Jedynym problemem jest to, ze chcesz ich za wiele i za mało koncentrujesz się tam gdzie najbardziej warto. Pamietaj, że moje foty są plonem niemal 8 miesięcy spędzonych w tym kraju. Nie dopuść już do przypadkowego przestawienia z zapisu RAW na jpeg. To bardzo istotne. Będziesz miała w Birmie wiele sytuacji, kiedy światło jest nadzwyczaj kontrastowe i RAW pozwoli zapisać większy jego zakres – tak duży, jak na to tylko pozwala twój aparat. Polecam Ci również przed wyjazdem zakup blendy. Najlepiej w miarę dużej. Przed wyjazdem koniecznie najpierw "potrenuj" współpracę… Czytaj więcej »

Unknown
Gość

Pod koniec sierpnia byłam w Barcelonie, gdzie praktycznie nie miałam czasu na wyjęcie aparatu z torby-ale to osobna historia.Natomiast dwa dni, a dokładnie dwa zachody słońca i jeden wschód spędziłam z kolezankami na Montseracie i pierwsza rzeczą, którą zrobiłam po dotarciu do hotelu było sprawdzenie, czy aparat na pewno jest ustawiony na RAW-y.Twoja lekcja nie poszła w las:):):)Blenda zamówiona. Postawiłam na owalną 5w1-90×120- 1kg wagi jest do przyjęcia nawet w podręcznym bagażu.Taka 60x 90 wydawała mi się trochę za mała w trasę bo w sumie nigdy nie wiem co będę fotografować w terenie.Jeśli chodzi o trenowanie ustawiania blendy przed wyjazdem… Czytaj więcej »

Marek
Gość

Wiesiu – to pospieszyłaś się z ta blendą 🙂 Ja w zasadzie używam tylko okrągłych. Natomiast bardzo istotna jest dla mnie barwa odbłyśnika złotego, oraz jakość białego. Najlepsze foty wychodzą, gdy używasz białego, rozpraszającego. Niestety używając tej części musisz podejść bardzo blisko modela i sama tego nie zrobisz, bo aparat będzie trochę dalej, niz blenda. Natomiast część złota dla mnie najlepsza 40/60, to znaczy, że na odbłysniku są paski zlote i srebrne przemiennie, jednak złote pokrywają tylko 40% powierzchni. Za ciężka torba to ograniczenie mobilności. Ten złoty balans pomiędzy wagą i ilościa sprzętyu , a mobilnoscia zawsze mi się nie… Czytaj więcej »

Małgosia i Piotr
Gość

Marku mimo tego, że od Twojej pierwszej wizyty w Birmie upłynął całkiem spory okres czasu, wspomnienia są jakby z wczoraj. Zabrałeś mnie w piękną podróż w czasie i przestrzeni. Nie umiem się odnieść słownie do Twoich zdjęć, od dawna je podziwiam, ale chyba najważniejsza ich siła drzemie we wzbudzaniu emocji, bo każde słowo w stylu "piękne" wydaje mi się zbyt trywialne. Wstrząsające to co zrobił tam monsun. Gdy byliśmy na Filipinach latem, w listopadzie przeszedł tamtędy najsilniejszy wówczas huragan na Ziemi. Myślałam o tych ludziach, o ich zniszczonym skromnym dobytku, o dramatach utraconych bliskich. To co napisałeś o kobietach było… Czytaj więcej »

Marek
Gość

Bardzo mnie cieszy, że podobało sie Wam. Co do huraganu – nie byłem tam ani w jego czasie, ani tuż po nim. To, co pisałem było wspomnieniami naocznych świadków w ponad rok po katastrofie.
Co do wystawy w Ngapli zamieszczę niedługo oddzielna relację.
Pozdrawiam serdecznie!

Dominik
Gość

Super zdjęcia- jak zwykle 😉 Mnie zaintrygowały malowane twarze- czy tylko kobiety się smarują na twarzy? Czy mężczyźni też?
Druga sprawa to mam wrażenie, że jest to okolica rzadko odwiedzana przez turystów. Podczas podroży spotkałeś wielu turystów w tym rejonie?

Marek
Gość

Bardzo dziękuje za pochwałe 🙂
Mężczyźni również używaja thanaki – szczególnie młodzi, jednak nie czynia tego zbyt często, a w niektórych okolicach kraju w ogóle.
Ngapali jest najczęściej przez turystów zagranicznych odwiedzanym nadmorskim kurortem nadmorskim w Birmie. Hoteli , gdy byłem tam po raz ostatni ( około 12 lat temu) było tam kilkanaście – głownie bardzo luksusowych. Nie mam pojecia jak jest tam teraz. Turystów z zagranicy było tam trochę, ale własciwie wyłącznie w części nazywanej Ngapali Beach – tej bliższej lotniska. Wioska rybacka znajduje się natomiast ok. 15 km od lotniska i faktycznie tam juz mało kto dochodził.

Vademecum Mamy
Gość

Przepiękne zdjęcia! Wszystko takie cudne i magiczne, a na końcu ta zniewolona małpka i czar nieco prysł, ale miejsce, mieszkańcy i tak pozostają piękne.

skarby na półkach
Gość

takie wioski są chyba najlepsze do zwiedzania, nie są tak skomercjalizowane, a magia i egzotyka jest po prostu wszędzie, przepiękne zdjęcia <3

krystynabozenna
Gość

Ech jak się do Was zagląda,
to nie wiadomo co komentować czy wycieczkę czy zdjęcia,
bo jedno i drugie jest piękne i niesamowite 🙂

Kasia
Gość

Przepiękne zdjęcia. Przenioslam się na chwilę do innego świata. Jestem dosłownie zachwycona i zazdrosna jednocześnie 🙈
Dzięki wlasnie takim wpisom przypominam sobie o swoich marzeniach, których kiedyś nie mialam możliwości spełnić. Teraz to tylko wymówki. Dziękuję ci bardzo za tak obszerną relację z wyjazdu. Bede zaglądała, to jest pewne ❤

me.onlyes
Gość

Swietne zdjecia! Kolory zachwycają.
Malowane twarze mnie zaciekawiły.
Zazdroszczę zgłębiania innych kultur.
Jest to niezmiernie ciekawe.
Dzięki za bardzo obszerna relację

Ania
Gość

Zdjęcia przepiękne i zachwytom nie będzie końca, sama dochodzę do wniosku, że zdecydowanie zbyt rzadko tu zaglądam. Ale tak, jak napisałeś – jest też druga strona medalu… Dawniej takie miejsca postrzegaliśmy jako fantastyczne oderwanie od naszych komputerów, smartfonów, luksusów i postrzegaliśmy to zdecydowanie na plus. Minus leci do ludzi, którzy tam mieszkają, bo skoro wioska trochę "zapomniana przez świat", to i pojawiają się wspomniane niedogodności – brak kanalizacji, opieki medycznej czy chociażby utylizacja śmieci. Dla nas to urok wioski, dla mieszkańców codzienność i można by powiedzieć – żyją tak od zawsze są przyzwyczajeni. Przypomniały mi się jednak słowa mojego chłopaka,… Czytaj więcej »

Marek
Gość

Masz bardzo wiele racji w tym, co piszesz. Niedługo zamieścimy jeszcze jeden wpis z tej samej wioski. Ten następny wpis poruszy zupełnie inny aspekt życia w tym miejscu, lecz na razie nie będę zdradzał jaki.

Edi i Marco
Gość

Marku dziekujemy za wspaniałą fotorelację i relację z podróży. Dla Ciebie to niezapomniane przeżycia i wspomnienia dla nas odkrywanie świata nieznanego i w marnych szansach na zdobycie. Co prawda naszym jednym malutkim marzeniem też jest dostać się pomiędzy takich wspaniałyc ludzi, którzy żyją z dnia na dzień bez większej elektroniki szybkich samochodów. To musi być nie lada przeżycie.
pozdrawiamy.

Martyna Soul
Gość

Piękna podróż i bardzo ciekawa relacja z tej podróży. Być może kiedyś i ja tam dotrę, chociaż na chwilę obecną moje zainteresowania podróżnicze są skierowane w zupełnie inne strony. Pozdrawiam.

Bo szczęście to ciastki. Czyli panna Anna pisze
Gość

Cieszę się, że internety mnie przekierowały z Facebooka do innego wpisu, bo dzięki temu mogę obejrzeć jeszcze więcej Waszych zdjęć. 🙂 przepiękne miejsce, a zdjęcia tylko sprawiają, że ma się wrażenie, że człowiek chciałby tam na miejscu być 🙂 pozdrawiam serdecznie. 🙂

Kinga K
Gość

Ciekawa kultura ♥

Ania
Gość

I coż ja mogę więcej napisać 🙂 cudowna relacja, niesamowite przeszycia i dla Was i dla nas oglądających i czytających 🙂

Olka
Gość

Cóż, koniec świata można odnaleźć w różnych miejscach i jak widać, może mieć absolutnie różne, ale jakże zachwycające oblicza.

Magda Mamit
Gość

Jak zwykle nie mogę się nadziwić i napatrzec na fotografie. Są przepiękne . Tyle w nich uczucia i miękkości.

Kosą po patelni
Gość

Podziwiam za determinację by tam w ogóle dotrzeć – ale warto bo cudowne miejsce 🙂

koza domowa
Gość

WOW, to faktycznie była podróż na koniec świata! Takie miejsca, nie do końca jeszcze odkryte przez masy turystów, są najpiękniejsze…i chyba warto przetrwać trudy podróży, by się tam znaleźć. Piękne zdjęcia!
Pozdrawiam, Kasia

Magda
Gość

Przepiękne zdjęcia. Plaże cudowne a wpis bardzo inspirujący:)

Justyna
Gość
Justyna

Nie mam dość Waszych fotorelacji. Pięknie zdjęciami opowiedziana historia. Niezmiennie lubię!

Myśli Potarganej
Gość

Przepiękne zdjęcia i pomyśleć, że miałeś na nie tylko 40 rolek… Teraz nie do pomyślenia. Wspaniale pokazałeś tych ludzi. Nie myślałeś zorganizowaniu wystawy swoich zdjęć? Bardzo się zmieniło tam od twojej pierwszej podróży?

Agnes Agnieszka
Gość

Piękne zdjęcia

Monika
Gość

Twoje fotografie zastępują tysiące słów. Jestem pod ogromnym wrażeniem. Wzbudzają emocje i wrażenie jakby się było tuż obok. Coś wspaniałego!

Psyche Tee - Wirtualny Gabinet Psychologiczny
Gość

Godzina posuzkiwania? To ładnie Pani musiała się naszukać, żeby Ci polecić kierunek 😉

Zdjęcia jak zwykle zapierające dech…maszyna czasu:)

Dawid
Gość

Trzeba przyznać, że takie posty to kawał dobrego mięcha, jeśli chodzi o fotoreportaż. Mnie szczególnie interesują takie fotografie które ukazują życie codzienne w danym miejscu.