Turcja – Dogubayazit

Dogubayazit to małe miasteczko we wschodniej Turcji. Jak się tam znaleźliśmy ?
Przeczytajcie-)

Szalona podróż

Trzeba zrobić coś szalonego, a ja zrobiłam. Zwolniłam się z pracy i po wielu życiowych zawirowaniach poleciałam do Australii. W Polsce był styczeń i sroga zima. Wylądowałam w środku australijskiego lata i nie przypuszczałam, że właśnie zacznie się największa przygoda mojego życia. Nie przypuszczałam, że ta podróż przeciągnie się aż do końca czerwca, nie wiedziałam, że w tym czasie przejadę około 85 tys kilometrów, z czego tylko dwadzieścia parę tysięcy samolotem. W tym czasie odwiedzę 15 krajów na 3 kontynentach.

Przez dwa miesiące zwiedzaliśmy Australię, ale mimo ponad dwudziestu tysięcy kilometrów, jakie pokonałam, był to tylko mały południowo-wschodni skrawek Australii od Adelaide po Gold Coast. To co zobaczyłam i czego doznałam w tym kraju zostanie we mnie na zawsze.
No i zupełnie nie przypuszczałam, że będę w Australii jeszcze kilka razy.

Na początku marca polecieliśmy na Bali. Na Bali spędziliśmy Nyepi, czyli tamtejszy Nowy Rok, po raz pierwszy w naszej podróży przenosząc się w czasie do roku 1936 ( według kalendarza balijskiego). Kolejny etap naszej podróży to wyspa Lombok, a następnie rejs na Komodo, Rinca, Flores orazy lot na Jawę.

Miesiąc w Indonezji był wspaniały, chociaż w okolicach Mt Bromo temperatura drastycznie spadła i było zimno. Dodatkowo wpadliśmy na szatański pomysł. Wjechaliśmy skuterkiem na wulkan Merapi, tak wysoko, jak tylko było to możliwe i prawie zamarzliśmy. Byliśmy przeziębieni. W Yogyakarta udało mi się kupić antybiotyk bez recepty. W samolocie do Jakarty Marek czuł się już bardzo źle. Ledwo dotarłam z nim do hotelu.
Ja dałam radę, ale padł Marek, to znaczy dostał tak wysokiej gorączki, że się autentycznie przestraszyłam. Jeszcze bardziej hotelowa pielęgniarka i musiałam się zająć nim sama.
Dzięki mojej troskliwej opiece i zimnym okładom poczuł się lepiej, mogliśmy lecieć dalej.

Kilka dni zwiedzaliśmy czysty, piękny, prawie sterylny Singapur, a potem polecieliśmy do Kuala Lumpur, gdzie również spędziliśmy kilka dni, zwiedzając miasto. Nastepnym naszym celem jest Tajlandia.
Tu jest według kalendarza buddyjskiego rok 2555.
Byliśmy w tym niesamowitym kraju prawie miesiąc i zrobiliśmy 10 tys km wypożyczonym samochodem. Postanowiliśmy kiedyś wrócić razem do Tajlandii i udało się po kilku latach. Tymczasem oddajemy samochód w Bangkoku i pociągiem jedziemy do Laosu.

W Vientiane wypożyczamy motocykl ( Honda Transalp 400 ) i dalej przez Vang Vieng udajemy się do Luang Prabang, które okazuje się najpiękniejszym miasteczkiem południowo-wschodniej Azji. Laos robi na nas bardzo pozytywne wrażenie.
Nieco ponad 2500 tys km przejechanych po Laosie na motocyklu pozwoliło mi na wstępne zapoznanie się z tym krajem. Na naszej dotychczasowej trasie to w Laosie spotkaliśmy najbardziej przyjaznych ludzi i najlepsze piwo w południowo-wschodniej Azji:-)

Wracamy do Bangkoku i zastanawiamy się, gdzie dalej jechać. Chcemy jechać przez Chiny i dalej Kazachstan, Tadżykistan, Turkmenistan, Uzbekistan i Rosję. Ten plan powstał dopiero gdzieś w okolicach Indonezji, więc oczywiście nie mamy żadnych wiz. Bangkok wydaje się najlepszym miejscem do ich załatwienia. Niestety tu okazuje się, że plan za nic w świecie nie wypali…no chyba że załatwiałby to ktoś o stalowych nerwach. Marek jednak chorobliwie nienawidzi jakichkolwiek urzędów. Musimy więc szukać wyjścia awaryjnego. Patrzymy na loty Air Asia…i jest !
Są tanie bilety z Kuala Lumpur do Iranu. Postanawiamy więc zaaplikować o irańską wizę. Aplikacje załatwiamy poprzez pośrednika – dlatego możemy to załatwić internetem. Tak właściwie, to Marek postanawia, bo ja zaczynam czuć się bardzo źle.

Lecimy do Kuala Lumpur. Tym razem padam z powodu przeziębienia, prawie umieram. Leżę w łóżku, Marek zwiedza miasto. Przy okazji pędzi do ambasady i odbiera wizy…wiecie gdzie???

Do Iranu!

Jestem przerażona i chyba w gorączce mam omamy. Niestety, to prawda, jadę do jakiegoś nieznanego kraju. Praktycznie nic o nim nie wiedziałam i nie mieliśmy go wcześniej w planach. Biegamy po sklepach w poszukiwaniu stosownej tuniki i czarnej chusty na włosy. Musiałam nałożyć ją w samolocie, nie byłam jeszcze zdrowa i wyglądałam jak koszmar.
Lot do Teheranu był naszym ostatnim, potem już wracaliśmy drogą lądową do Polski.
Iran okazał się wspaniałym krajem. 6500 km przejechanych autobusami i taksówkami pozwoliło na dotarcie do niewielu miejsc. W Iranie był rok 1391. Obiecaliśmy sobie, że tu wrócimy i udało się po trzech latach.

Tymczasem do granicy irańsko-tureckiej jedziemy taksówką. Ja marzę o tym, aby wreszcie ściągnąć to upiorne nakrycie głowy i ubrać się, jak kobieta. Granicę przekraczamy z pewnymi perturbacjami, bo trzeba kupić wizę turecką, a tu respektuje się tylko euro i dolary amerykańskie. My natomiast mamy tylko dolary australijskie i franki szwajcarskie, jednak tych walut nikt nie chce. Urzędnicy są bardzo niemili i nieuprzejmi. Przychodzą nam do głowy różne czarne myśli, łącznie z tą, że będziemy na tej granicy koczować. Po ponad dwóch godzinach tłumaczeń i rozmów z różnej maści urzędnikami, spotykamy wśród nich przytomnego i uprzejmego, który pokazuje nam, że na granicy jest ATM! Nie możemy się nadziwić, że nikt nam go nie pokazał od razu.

Z ulgą witamy rok 2012!

To jeszcze Iran. Widok na Ararat i mały Ararat.
Granica irańsko-turecka
Minaret przy hotelowym oknie i widok na Ararat 

Turcja i wyjący minaret

Jakiś życzliwy tubylec podwozi nas do najbliższego miasteczka. Zbliża się wieczór i musimy znaleźć nocleg. Cały czas towarzyszy nam piękny widok na Ararat. Przyjeżdżamy do Dogubayazit, znajdujemy hotel i wreszcie możemy napić się piwa, z czego skwapliwie korzystamy.

Po miesiącu prawie 40-stopniowych upałów jest zimno i od dłuższego czasu po raz pierwszy pada deszcz. Zmęczeni zasypiamy, nagle z tego błogostanu wyrywa nas ogłuszający hałas. Obok hotelu stał niewielki meczet, a minaret znajdował się kilka metrów na wprost naszego okna. Mieszkaliśmy na piątym piętrze, minaret prawie nam właził do pokoju. Z głośników rozległa się modlitwa muezina. Było około czwartej w nocy, ale ryk był straszny. Oni się modlą pięć razy dziennie, więc raczej sobie nie pospaliśmy. Rano postanowiłam kupić zapas jajek i zbombardować minaret.

Dogubayazit to małe, biedne i smętne miasteczko. Do granicy irańskiej jest tylko 35 km. Na ulicach widzieliśmy sporo opancerzonych wozów policyjnych i wojskowych, przeznaczonych do walk ulicznych. Mieszkają tu Kurdowie, skonfliktowani z rządem. W czasie naszego pobytu było spokojnie i czuliśmy się bezpiecznie. Jedynym naszym wrogiem był wyjący minaret.

Na uliczce w Dogubayazit
Na uliczce w Dogubayazit

Dogubayazit leży około 15 km na południowy-zachód od góry Ararat (25 km od szczytu) .
Z samego miasta rozpościera się przepiękny widok na Ararat, z naszego hotelowego okna też mogliśmy go podziwiać, chociaż często schowany był w gęstych chmurach. Góra ma 5137 m n.p.m. Podobno tam po potopie miała zatrzymać się biblijna Arka Noego.
Dogubayazit jest bazą wypadową na Ararat.

Ararat widoczny z okna hotelu

Pałac Ishaka Paszy

Po południu chcemy zobaczyć najcenniejszy zabytek, który znajduje się na obrzeżach Dogubayazit. Jest to Pałac Ishaka Paszy. Ta  budowla znajduje się na płaskowyżu powyżej miasta, na wysokości 2000 metrów n.p.m. Jeżdżą tam małe mikrobusy, ale rozkładu jazdy nie ma, a kierowca czeka, aż nazbiera się komplet pasażerów.

Pałac robi ogromne wrażenie, a widoki z płaskowyżu na otaczające go strome,  górskie klify są nie do zapomnienia. Pałac budowano prawie 100 lat, rozpoczął ją bej, czyli turecki wódz prowincji Beyazid, Colak Adbi w 1685 roku, a zakończył jego wnuk Ishak Pasza w 1784 roku.

Pałac Ishaka Paszy
W tym pomieszczeniu był harem
Powyżej zdjęcia pałacowych zdobień

Pałac Ishaka Paszy to jeden z najpiękniejszych pałaców w Turcji.
Architektonicznie łączy w sobie style seldżucki, osmański, gruziński, perski i ormiański.
Obiekt jest udostępniony do zwiedzania, chociaż trwa tam nieustanny remont.
Można w nim podziwiać misterne i wspaniałe kamienne zdobienia.
Kiedy oglądaliśmy pałacowe wnętrza, zaczęła się ogromna ulewa. Wraz z innymi turystami szukaliśmy schronienia w zadaszonych  pomieszczeniach. Do tego piekielnie się ochłodziło, co było dla nas szokiem po upalnym Iranie.

Widok z pałacu. Nadchodzi potężna ulewa.
Deszcz zalewa pałacowe dziedzińce
Widok z okien pałacu
Widok z okien pałacu
Widok z okien pałacu
Widok z pałacu na meczet i wzgórze powyżej

Kiedy minął deszcz, mogliśmy podziwiac tęczę, a potem przeszliśmy od parkingu przed pałacem około 300 metrów w górę. Są tu dwa meczety oraz wzgórze z ruinami starej twierdzy. Ja zostałam na dole, a Marek zaczął się wspinać na to wzgórze. Rozciąga się z niego niesamowita panorama na pałac i dolinę.
Zbliżał się wieczór, postanawiamy wracać do miasta, ktoś życzliwy zatrzymuje się i nas podwozi.
Do hotelu wróciliśmy kompletnie przemarznięci i przemoknięci.

Widok z parkingu obok pałacu
Widok na  pałac
Widok z parkingu obok pałacu
Meczet przy wzgórzu
Wzgórze i ruiny starej twierdzy
Meczet i ruiny starej twierdzy na wzgórzu
Meczet
Widok na pałac Ishaka Paszy
Widok ze wzgórza
Kurdyjski chłopiec na osiołku
Kurdyjski chłopiec na osiołku
Widok ze wzgórza
Widok ze wzgórza
Wejście do meczetu
W meczecie
Widok z meczetu na pałac
Meczet
Meczet
Drugi meczet poniżej wzgórza
Mułła
Mułła na tle pałacu
W drodze powrotnej do miasta
W drodze powrotnej do miasta
Widok na Ararat w drodze do miasta
Widok na Ararat w drodze do miasta
Noc w Dogubayazit

Rankiem następnego dnia jedziemy autobusem do Goreme w Kapadocji.
Zdjęcia z Dogubayazit i okolic.

Tags:

99
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Małgosia i Piotr
Gość

Irenko i Marku – ta Wasza podróż to prawdziwa podróż w czasie 🙂 Coś takiego zostaje w człowieku na zawsze. Z przyjemnością czytaliśmy o trasie i przygodach dotarcia do Turcji. Zdjęcia jak zawsze zjawiskowe. Pozdrawiamy serdecznie

Monika Kilijańska
Gość

Nieziemski jest ten widok na Ararat. Jakby był zupełnie inną częścią świata, inną strefą klimatyczną!

czerwona filiżanka
Gość

Pałac Ishaka Paszy wow! większy niż nie jedna miejscowość zapewne.

ladymamma.pl
Gość

Imponująca galeria! A ta tęcza z pierwszego zdjęcia jest doskonała 🙂

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Cudowne zdjęcia i niesamowite opisy! Rewelacja!! <3 Asia

Gabi,   odpodrozydopodrozy.pl
Gość

Irena, gratuluję odwagi i determinacji. Ile razy marzyłam, żeby rzucić wszystko w diabły i tak ruszyć w świat. Przygody niczym z książki. Byłam zapisana na wycieczkę do Turcji Wschodniej 6 lat temu, nie uzbierała sie grupa i odwołali, poleciałam wtedy do Etiopii. Później ten kierunek wycofano. Teraz widzę ile straciłam. Cudowne miejsce, fantastycznie pokazane, niezwykłe krajobrazy, architektura z duchem przeszłości, chłopczyk na osiołku, mułła z dzieckiem, wszystko takie inne i egzotyczne. Piękna relacja, pozdrawiam
Gabi

FotoWojaże
Gość

Świetne widoki, godne pozazdroszczenia. Tylko ten dach pałacowy to jakiś nie pasujący do reszty. To szkło, solary?
Zapraszam przy okazji wszystkich do siebie:
http://fotowojaze.pl/nikiszowiec-w-filmie/

Marcin
Gość

Zdjęcia jak zwykle przepiękne i tęcza jak na zamówienie. Ta część Turcji jest mi kompletnie obca. Długą drogę pokonaliście zanim przywiało Was do Dogubayazit, ale zdecydowanie warto!

Darina z PozytywneWychowanie.pl
Gość

Dawno nie czytałam i nie oglądałam wpisu z otwartą buzią. Przygoda i do tego bajkowe niemal widoki. <3

karolina.miller
Gość

Przemarznieci i przemoczeni, ale co zobaczyliście, to Wasze! Dziękuję, że podzieliliscie się z nami tymi cudami! Widoki nieziemskie i ta tęcza, jak marzenie! Uwielbiam takie historie, a Laos na motorze to moje kolejne marzenie. Ale spełni się, wiem to! Masa przygód, wspaniale wspomnienia, cudne zdjęcia…rozmarzylam się! 🙂
Buźka!

Ela Jaroszewicz
Gość

Rewelacja!!! Irenko wspaniała przygoda, czyta się jednym tchem a zdjęcia oddają wasze wrażenia. Uważajcie jednak na zdrowie 😚 pozdrawiam Was. Ela

Maria Kowalewski
Gość

Bardzo mi się podoba Twój opis podróży, bo pokazujesz jak to zmieniło Ciebie. Jedna odważna decyzja, która płynnie przeszła w kolejne. Bardzo intrygująco brzmiały skoki w czasie, powinnaś Irenko pociągnąć ten wątek, bo czyta się jak najlepszą powieść. Niestety trafiają się i choroby, kiedy się tak często zmienia strefy klimatyczne i kontynenty. Piękna tęcza i niesamowita góra, ciekawe czy pod lodowcem są szczątki arki Noego:)

Anna Kruczkowska
Gość

Chociaż najlepiej czuję się podróżując po Polsce, to z przyjemnością czytam o dalekich wyprawach.

Anna Kruczkowska
Gość

No i podziwiam odwagę i determinację. Bez nich nie ma prawdziwej przygody!

Skarby na półkach
Gość

urzekłaś mnie tym wpisem, bardzo chciałabym tam być!

Juliusz Cesar
Gość

Niesamowite zdjęcia, jak zwykle u Was, ale miejsce warte odwiedzenia.
Zatrzymane w czasie, taki pałac , to chętnie też bym obejrzała,
historia na wyciągnięcie ręki, lubię takie spotkania 🙂

Viola/My British Journey
Gość

Irenka, z zapartym tchem zawsze czytam wasze wpisy. To wspaniała podróż chociaż jak widzę czasami bywało groźnie, dbajcie o siebie i na przyszłość jaką bluzę polarową ze sobą! Wspaniała relacja, Ararat wygląda cudownie a zdjęcia meczetu i pałacu o złotej godzinie coś pięknego.
Cieszę się,że postawiłaś w życiu na swoje szczęście, wiem że jeszcze się spotkamy !

Instytutdesignu
Gość

Piękna architektura

EdyMon
Gość

Niesamowita podróż. Trochę zazdroszczę, trochę podziwiam, ale jestem pod wrażeniem.

Natalia G.
Gość

Niesamowita wyprawa i wielka odwaga ! Piękny wpis i zdjęcia.
https://raibowlifepoprostu.blogspot.com/

Dzieciorka
Gość

Co za wyprawa, niesamowita wycieczka, to musiało być nieźle przedsięwzięcie logistyczne 🙂

ewarogalaath@gmail.com
Gość

Trzeba mieć "jaja" żeby tak się odważyć 😀 podróż imponująca… Wiem, że nie ładnie jest zazdrościć no ale… zazdroszczę:D

Dawid Nowakowski
Gość

Cóż za piękne widoki ❤

selfcreator
Gość

Co za przygoda! Rzucić wszystko i pojechać przed siebie. Macie dużo więcej lat niż ja i dużo więcej odwagi. Też tak chcę �� Może akurat inne kraje mnie ciekawią, ale na Waszych zdjęciach wszystko wygląda na warte zobaczenia ��

Pozdrawiam,
Milena.

Ola
Gość

Rewelacyjna podróż i wspomnienia, których nikt Wam nie odbierze. Zdjęcia – słów brak, żeby powiedzieć jak piękne. A całość wywołuje u mnie uczucie zazdrości, że ja tam nigdy nie dotrę, ale też wdzięczności, że tak wspaniale się tymi odkrywanymi miejscami na świecie dzielicie. Pozdrawiam 🙂

MARINA DHARMA
Gość

WITAJ,DZIEKI WAM DZISIAJ ZWIEDZILAM KAWALEK TURCJI. DZIEKI MAJKA

Ann
Gość

Nie miałam pojęcia, że Turcja jest taka ładna 😊

z-dusza.pl
Gość

Ten wpis brzmi jak opis z jakiejś niesamowitej książki podróżniczej, aż trudno uwierzyć, że naprawdę możliwa jest taka przygoda, takie podróże, takie życie! W dodatku zdjęcia zapierają dech w piersiach a opisy są naprawdę niezwykle wciągające! Pozdrawiam!

lik czarter
Gość

Polecam 🙂
Byłam tam rok temu i przeżyłam cudowne chwile.

Kierunek Kuba
Gość

Niesamowita historia, przeczytalam jednym tchem! Mysleliscie o spisaniu Waszych przygod w formie ksiazki? 😉 Czekam z niecierpliwoscia na ciag dalszy i Kapadocje. Bedzie? 😉 Wszystki znaki na niebie i ziemi wskazuja na to, ze tam wlasnie bede w pazdzierniku.

Mis Catalina
Gość

Do Turcji wybieram się od kilkunastu lat i jakoś dotrzeć nie mogę, zawsze coś staje na przeszkodzie 🙂 Wasz wpis przeczytałam jednym tchem, a zdjęcia są cudowne! Teraz mam jeszcze większą ochotę 🙂

Drzemiące Piękno
Gość

Post pozwolił wybrać się nam w taką mała wirtualną podróż.

TosiMama
Gość

Piękne krajobrazy, fantastyczne widoki! Zazdrość mnie zżera, kiedy patrzę na takie zdjęcia!

Dominik
Gość

Muszę powiedzieć, jak dla mnie to była szalona wyprawa. Chyba bym się nie odważył na taką długa podróż. Australia, Azja, Iran… Czy taka wyprawa nie równa się bankructwo? Ja właśnie planuje maja wycieczkę po Azji i muszę przyznać że jeśli chce się mieszkać w sensownych warunkach to wszystko kosztuje… A Wy przykładacie duża uwagę do miejsca gdzie nocujecie?

Filip Obara
Gość

Miało być o Turcji, a tu przechwałki, gdzie to się nie było! 😛 😉

A tak na poważnie, to czytając o tych wszystkich miejscach i o tym, że w Australii byliście już kilka razy, rozejrzałem się wokół siebie, na krajobraz zlany jesiennym deszczem (tak, w Polsce już jesień na karku!) i pomyślałem: co ja tu robię?! 😀

Co do minaretu, to to samo przeżyłem w Fezie, tylko że tam jest ich ponad 300, więc dawało z kilku stron!

No i pałac… trzeba przyznać, mieli fantazję!

Filip Obara
Gość

Przyjemność po mojej stronie 🙂 A początkową ironią to chyba… zaraziłem się od Ciebie 😛 Miłego dnia 🙂

Bea
Gość

Podziwiam Was 🙂 ja się do takich podróży chyba nie nadaję, ale czytanie to sama przyjemność 🙂

Gosia
Gość

Ten wpis daje człowiekowi do myślenia, ile to na świecie jest fantastycznych miejsc, które warto zobaczyć. Piękne widoki, zachwycające krajobrazy – podróżowanie jest tak fascynujące…

podstawy rosyjskiego
Gość

Moim marzeniem jest wyjechać na wakacje do Turcji. Czekam na kolejny twój post 🙂

podstawy rosyjskiego
Gość

Dzięki! :>

Angrywaldeuszek
Gość

Rewelacyjne zdjęcia!!!

http://myinaszepodroze.pl
Gość

Irenko powinnaś książkę napisać 🙂 masz ciekawa historie i fajnie ja było pon aż drugi o niej posłuchać 🙂 podróż piękna co tu dużo mówić. Zdjęcia mowa same za siebie 🙂 pozdrawiam serdecznie 🙂

Ciekawska Magdalena
Gość

Do Turcji z chęcią pojadę

Olka
Gość

Do Dogubayazit w trakcie podróży przez Turcję nie dotarliśmy, bo generalnie nie udało nam się dojechać na wschód Turcji. Najdalej dojechaliśmy do Kapadocji, skąd później wracaliśmy do Polski. A i tak samochodem zrobiliśmy ponad 10 tys. km.

Joanna Bogielczyk
Gość

Jestem pod wrażeniem Waszej odwagi i zamiłowania do przygód. Zdjęcia są wspaniałe, podobnie, jak Wasze wspomnienia. 🙂

Z książką w sercu
Gość

Wszędzie pięknie, gdzie nas nie ma. Podróż wspaniała.

Zołza z kitką
Gość

Zobaczyłam tęczę na pierwszym zdjęciu i przepadłam – chociaż Turcja to nie moje klimaty podróżnicze, tekst przeczytałam do samego końca! 😉

By Nature
Gość

Zdjęcia jak zawsze piękne.

Ania
Gość

Faktycznie szalona podróż! Teraz chyba te wszystkie urzędowe sprawy załatwia się łatwiej? Zmieniło się coś pod tym względem od 2012 roku? Podróż w czasie sobie niezłą urządziliście (mam na myśli różnice w kalendarzach) 😉 Bardzo mnie cieszy, że artykuł pokazuje, iż nie zawsze jest różowo. Choroby, formalności – warto pokazywać jak naprawdę jest, żeby ktoś nie pomyślał, że wystarczy spakować plecak, “wsiąść do pociągu byle jakiego” i jechać przed siebie. Pewnie już nie jedna osoba się przejechała na takim podejściu, więc po przeczytaniu wpisów takich jak ten jest szansa, że się jednak bardziej starannie przygotuje 🙂

Minimili
Gość

Muszę przyznać, że Pałac Ishaka Paszy jest ładniejszy niż mój Zamek;-)