Myanmar – Na ulicach Yangon cz.2 – Spacer po mieście

  • Home
  • Azja
  • Myanmar – Na ulicach Yangon cz.2 – Spacer po mieście

Kontynuujemy nasz spacer z portu do śródmieścia Yangon. Miejscem centralnym jest rondo, na środku którego stoi Sule Pagoda. Niektórzy historycy uważają, że początki tej pagody sięgają pierwszego tysiąclecia, to jednak brak na to przekonywujących dowodów. Pierwsze historyczne wzmianki o pagodzie pochodzą z początku XIX wieku.  W połowie XIX wieku Anglicy po zajęciu miasta zaczęli je gruntownie przebudowywać. Wtedy to Pagoda nagle znalazła się na przecięciu 2 głównych ulic miasta i w związku z tym jej znaczenie bardzo wzrosło. Od tamtego czasu pojawiało się coraz więcej legend związanych z początkiem pagody. Ja to miejsce staram się unikać. Jest zawsze bardzo brudne i nie oddziałuje dobrze na mój zmysł estetyczny. 

Sule Pagoda – centralny punkt Yangon

Niedaleko pagody zauważycie główne, kolonialne budynki reprezentacyjne – ratusz, budynek sądu i budynek pocztowy. Od 2 głównych ulic  Sule Rd i Maha Bandula Rd odchodzą mniejsze ulice dzielące sródmieście na sieć niemal równych prostokątów zorientowanych na kierunek południe -północ. Te prostokąty zabudowane zostały kamienicami w stylu będącym mieszanką architektury europejskiej i chińskiej

 29th street 
 29th street 
 29th street 
 29th street 
30th street
30th street –  samo centrum miasta, a jak widzicie śmieci wyrzuca się przez okno. Nigdy nie widziałem tu żadnej zwózki.

Wzdłuż głównych ulic na chodnikach w godzinach popołudniowych ludzie handlują czym tylko się da – jest to po prostu jeden wielki bazar. W pobliżu Sule z całą pewnoscią będziecie mieli do czynienia z ludźmi żebrzącymi, potrzebującymi wsparcia. Nie wierzcie szczytnym hasłom wielu organizacji charytatywnych, które uważają, że dawanie ludziom jałmużny jest niewłaściwą drogą, że lepiej poprzeć organizacje, które spożytkują lepiej wasze pieniądze, będą wspierały na przykład edukację. Co jednak komu po edukacji za wiele lat, jeśli nie dożyje końca tygodnia? Spotkacie tu dzieci wspierajacych w ten sposób rodzicó i często liczne rodzeństwo. Powiecie, że przecież rodzice mogą pracować…a i owszem – jeśli tylko dostaną pracę, to pracują…na przykład przy załadunku w porcie za grosze, ledwo starczające ( a i to nie zawsze na zwykłą rekreację – i nie! nie mówimy tutaj o przyjemności, ale o odtwarzaniu zdolności do pracy). Niewiele jest miejsc na świecie równie biednych, jak to.

Życie codzienne uliczek centralnych
Życie codzienne uliczek centralnych
Życie codzienne uliczek centralnych
Życie codzienne uliczek centralnych
Życie codzienne uliczek centralnych
Życie codzienne uliczek centralnych

Gdy zapuścicie się w uliczki wyznaczające wspomniane przeze mnie prostokąty, zobaczycie świat, który określony być może jedynie słowami Dantego…”porzućcie wszelką nadzieję Wy, którzy tutaj wstępujecie”. W mieście, jak i w całej Birmie zupełnie nie działa system zwózki śmieci.  Znajdziecie ich więc całe góry pomiędzy kamienicami, na podwórkach, a w śmieciach szczury większe od waszych pekińczyków 10 centymetrowe , a w dodatku latające karaluchy w ilosciach przypominających gwiazdy na pogodnym niebie i wszelkie inne wyobrażalne, a często i niewyobrażalne robactwo. To nie jest przyjemny widok, za to gwarantuje, że po powrocie do domu docenicie w jakim świecie sami żyjecie.

Chinlon – tradycyjna birmańska gra piłką plecioną z rattanu. Wywodzi się z rodzaju tańca w którym piłkę odbijano głową i klatką piersiową stojąc w kole. Taniec przyjął sie w innych krajach Azji Południowej i ewoluował do gry poprzez siatkę. W takiej formie powrócił do Birmy.
Chinlon
Na uliczkach centrum miasta
Na uliczkach centrum miasta
Na uliczkach centrum miasta
Przez długie lata Birmańczycy mieli bardzo ograniczony dostęp do wiadomości – zarówno wewnętrznych, jak i zewnętrznych. Omijali tę niewygodę montując anteny satelitarne. Połączenie z odbiornikiem przeprowadzano w taki sposób, że bez rozbicia ścian nie można było stwierdzić do którego mieszkania prowadzą przewody. Rozbijanie ścian zaś dawało czas na ewentualne pozbycie się dowodów.
 “Stoiska” targowe na chodnikach centralnych ulic miasta
Tak dorodne papaje to rzadkość
 Najlepsze miejsca w transporcie publicznym są na zewnątrz “autobusu”. Tylko one dają pewną ochłodę.
 W południe kierowca autobusu musi odpocząć
Ten znak oczywiście nie jest “wynalazkiem” Trzeciej Rzeszy. Jego prapoczątki giną w mrokach dziejów. Z pewnością jednak był często używany od co najmniej 3 tysiącleci na terenie Indii. Czy wiecie, że nie znający zanad to europejskiej historii Birmańczycy uważają, że Hitlerowskie Niemcy to ci dobrzy…no bo przecież któż inny mógłby używać takiego symbolu? Stąd też często spotykałem motocyklistów w kaskach stylizowanych na chełmy Wehrmachtu z wymalowanymi  po bokach na biało-czerwonym tle swastykami.
Tak przeładowane rowery to codzienność na ulicach miasta
Myślicie, że ten autobus  dożywa już swoich dni? …toż to zaledwie pięćdziesięcioletni “młodzieniaszek” 🙂
Tak przeładowane rowery to codzienność na ulicach miasta
Tak przeładowane rowery to codzienność na ulicach miasta
Tak przeładowane rowery to codzienność na ulicach miasta
Ratusz w Yangon
Dawny budynek poczty – obecnie Aya Bank
Dawny budynek poczty – obecnie Aya Bank
Odpoczynek na ulicy.
 Centrum łączy nowe i stare
Scenki z centrum miasta
Scenki z centrum miasta
Poznajcie “street smart” Ruth – córkę Birmanki i żołnierza brytyjskiego z kolonialnego garnizonu. Ruth mówi kilkoma językami i zajmuje się namawianiem turystów do rozstawania się z niepotrzebnymi, lub tylko pozornie niepotrzebnymi rzeczami. Ruth w żadnym wypadku nie kradnie. Po prostu perswaduje,  a robi to z takim wdziękiem, że niejeden turysta jeszcze jej dopłaci, byle tylko zabrała sobie to , co zechciała, a najbardzie poszukuje wszelkiego rodzaju lekarstw, których brak w tym kraju ( bo Ruth jest też felczerem). Jeśli ją spotkacie – pozdrówcie ode mnie.
Żebranie o jałmużnę jest na ulicach miasta czymś normalnym. To nie jest żaden profesjonalny cyrk. Po prostu próba utrzymania się przy życiu przez tych, którzy zostali z niego wykluczeni. Nie oceniajcie więc ich apriori. Raczej pomóżcie tak, jak potraficie.
Kto ma tyle wdzięku co ja?
 …może ja? 🙂
Ten chłopczyk zapewne myśli, że jest dziewczynką i przygotowuje się do swojej przyszłej roli 🙂
Pomiędzy ulicami Bo Soon Pat i 31st street znajduje sie w Yangon kościół katolicki pod wezwaniem św. Jana Chrzciciela.
Na kilka dni przed świętami Bożego narodzenia chór śpiewa kolędy.

Powoli przechodzimy coraz dalej. Za centrum zabudowa jest już trochę luźniejsza. Jest też w mieście kilka niezwykle mu potrzebnych parków. Bagyoke przy Kandawgyi Lake już wspominałem w poprzedniej części. Tuż obok Shwedogon – Park Ludowy. W północnej części miasta znajdziecie największe na jego terenie jezioro Inya, a dookoła niego najlepsze adresy Yangon. Trochę dalej na wschód znajdziecie najnowsze dzielnice budowane głównie z myślą o administracji wojskowej reżimu. Wreszcie jakieś 25km od centrum zabudowa staje sie już na tyle niezwarta, że możecie powiedzieć iż jesteście już poza miastem. Mam nadzieję, że dzięki temu wpisowi zapoznacie się chociaż trochę z tym 5 milionowym molochem i z jego problemami.

Wejście do Parku Ludowego
Pagoda Eain Taw Yar
Stylizowany na królewską łódź Karaweik Palace. Z daleka wygląda interesująco, ale czym bliżej , tym więcej jest tu socrealizmu. W środku jest droga, ale kiepskiej jakości restauracja, w której odbywają się pseudoludowe przedstawienia .
Chłopczyk
Największy wybór owoców jest w maju. Samych mango może byc nawet kilkanaście gatunków.
Sanktuarium jednej z pagód w Yangon
Jesteśmy już na obrzeżach miasta ( a może nawet poza nim-tego nikt nie wie). Życie jest tu nieco wolniejsze.
W środku dnia pagody zapewniają tak potrzebną odrobinę chłodu
Pagoda Buddyjska na obrzeżach miasta
Świątynia hinduistyczna na obrzeżach miasta
Świątynia hinduistyczna na obrzeżach miasta
Kiedy byłem w Birmie w roku 2008 na lotnisku Suvarnabhumi w Bangkoku miał miejsce strajk obsługi. Większość samolotów do Yangon i z powrotem jest obługiwana przez właśnie to lotnisko. Pobyt w Birmie ( niestety w samym Yangon) przedłużył mi sie wtedy o 9 dni. Kierowca, z którym jeździłem wtedy po kraju z własnej inicjatywy postanowił zrobić mi niespodzianke i zabrał mnie do tej świątyni ze zdjęcia. Niestety – dobre mapy Birmy nie były wtedy dostępne, a nazwa świątyni była dla mnie od początku nie do powtórzenia, a więc i nie zapamiętywalna. Dość wspomnieć, że to jedna z najświętszych świątyń i znajduje się jakieś 150 km od Yangon.

W kolejnej części zaprosimy Was na krótki spacer po małej hali targowej w pobliżu Świątyni Shwedogon.

Tags:

41
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Karolina z Rudeiczarne.pl
Gość

Powtarzam się – wiem, ale uwielbiam te Wasze portrety. Generalnie zdjęcia ludzi mogą pokazać, z czym się dane miejsce musi mierzyć, wszystkie emocje, problemy na twarzach tubylców. Nie zapomnę tej wszechobecnej biedy na ulicach birmańskich miast i miasteczek. I śmieci, wszędzie dookoła. Czasem mam wrażenie, że Birma to taki dawno zapomniany kraj, o którym mało się mówi, więc i świadomość jest żadna…A jest to kraj tak niesamowity i pełen wspaniałych, bezinteresownych ludzi, którzy każdego dnia walczą o to, by dotrwać do jutra, a jak Bóg da to może dłużej…Dziękuję Wam, że o tym piszecie. To ważne i niech historia tego… Czytaj więcej »

Gosia Kuźmińska
Gość

Super, że to pokazujecie. Zdjęcia jak zawsze piękne. Pokazałam je znajomemu z Sydney, stwierdził ze to są arcydzieła 🙂

Marek
Gość

Bardzo dziękujemy…niezwykle miło jest nam o tym czytać 🙂

Maria Kowalewski
Gość

Pod zwojami kabli widać piękne kamienice, wiadać, że nie zawsze tak było. Podobne sceny widziałam w Delhi, po kablach skakały małpy, niemal po stopach przejeżdżały motocykle na chodnikach. Pierwszy kontakt z tłumem, biedą i tonami śmieci mnie przeraził. Rozumiem dobrze, że każdy chce wykorzystać okazję i poprosić turystę o jałmużnę. Jednak pomagałam tylko niektórym, bo inaczej musiałabym usiąść tam z nimi. Nie czerpię pociechy z tego, że żyje mi się lepiej, raczej dusi niemoc. Bardzo realistycznie pokazany świat, tak bardzo, że czuję się wstrząśnięta od samego oglądania. Zdjęcia jak zwykle rzucaja na kolana. Świątynie są piękne. A stragan z owocami… Czytaj więcej »

Marek
Gość

Te kamienice powstały w czasie wielkiej przebudowy miasta z myślą o oficerach armii, urzędnikach wyższego i średniego szczebla, oraz o biznesmenach. W czasach kolonialnych były zadbane, działała zwózka śmieci. Niestety wraz z odejściem Anglików przyszły czasy walki o władzę, walk narodowowyzwoleńczych ( Birma jest zlepkiem różnych plemion i narodów). Najgorzej jest tu trafić na początku sezonu monsunów. Wtedy pierwsze ulewy wypłukują wszystko to, co nagromadziło się przez miesiące suche. Nie chcielibyście wtedy chodzić tymi ulicami 🙂
Z kolei dla owoców warto przyjechać w maju, ale to rada wyłącznie dla tych, którzy uwielbiają saunę i to 24/7 🙂

Małgosia i Piotr
Gość

Bardzo poruszający wpis. Odnajdujemy w nim też dużo podobieństwa do innych miejsc w Azji, np. w Kambodży, w Indiach czy na Filipinach. Podglądanie codziennego życia to jedna z ciekawszych stron obserwacji. Jednak bez przeżycia tego podróż traci na wartości. Piękne zdjęcia, a w podejściu do wielu spraw jesteście nam bardzo bliscy. Pozdrawiamy i dziękujemy

Marek
Gość

Tak – już dawno zauważyliśmy, że mamy bardzo zbliżone podejście i poglądy do wielu aspektów 🙂

Żeby mieć jakiś pogląd na kraj koniecznie trzeba się zapoznać z dniem codziennym mieszkańców. To oczywiście nie gwarantuje pełnego zrozumienia zależności, więzi i problemów, ale innej drogi nie ma 🙂
Dziękujemy za wizytę i pozdrawiamy 🙂

Gabi
Gość

Jak zawsze piękne fotografie i cudne na nich światło. Jesteście bardzo dobrymi obserwatorami. Ulica, ludzie, architektura, wszystko fajnie wypatrzone i pokazane. Różnorodnie i ciekawie. Przerażają te warunki. Znam je wprawdzie z innych krajów, ale takich stosow śmieci nie widzialam nawet w Indiach. Strasznie smutne jest zdjęcie dziewczynki bez oka. Tez uwazam, ze powinno im sie pomagac w miare możliwości, zwłaszcza że tacy ubodzy ludzie cieszą sie ze wszystkiego.
pozdrawiam

Marek
Gość

Bardzo dziękujemy Gabi! 🙂 Ja wiele w czasie swoich podróży widziałem, ale centrum Yangon należy do najgorszych. Około 100 km na północny wschód jest miasto Bago,,,a tam jest jeszcze gorzej…znacznie gorzej, jeśli w ogóle potrafisz to sobie wyobrazić 🙂Co do pomocy – staramy się zawsze pomagać zarówno organizacjom, jak i indywidualnie. Drażnią mnie przemądrzali , tórzy pozjadali wszystkie rozumy i wieszczą wszystkim, że dawanie pieniędzy to nie pomoc, że to nie tędy…powinni to powiedzieć tej kobiecie ( to nie mała dziewczynka…miała wtedy ponad 20 lat). Daliśmy jej wtedy pieniądze i zrobilismy z nią rónież zakupy takie, jakie chciała…byłą bardzo szczęśliwa.… Czytaj więcej »

Beata-albumzpodrozy.pl
Gość

Przeczytałam tekst i obejrzałam zdjęcia z prawdziwym zaciekawieniem i zaangażowaniem. Jesteście jednymi z nielicznych (i za to na prawdę niesamowicie Was cenię),którzy zamiast pokazywać swoje usmiechnięte twarze (zasłaniając tym samym całą, istotną resztę) potraficie stworzyć wspaniały reportaż z podróży i pokazać odwiedzane miejsca z całym naturalizmem, który je definiuje. Brawo! Nie będę się powtarzać, jak Wasze zdjęcia działają na moje poczucie estetyki- to juz doskonale wiecie 😉 z niecierpliwościa czekam na kolejne artykuły! Pozdrawiam! 🙂

Beata-albumzpodrozy.pl
Gość

Ja to zawsze przeżywam, jak widzę ludzką niedolę… 🙁 szczególnie porusza mnie bieda i zapomnienie staruszków. Dzieci też nie powinny mieć na stracie podcinanych skrzydeł. Dziwne czasy mamy, jedni nie wiedzą co z kasą robić i paradoksalnie chcą jeszcze więcej (choć starczyłoby im na kilka żyć) a drudzy rodzą się w biedzie i nie dostają nic na start. Bardzo do mnie przemawia Wasz blog o wszystko w nim zawarte. Wspaniały kontrast dla wszechogarniającej chały na blogach tzw. "młodych wilków".

Słowacystka
Gość

Nie będę pisać, że świetne zdjęcia, bo to każdy pisze (choć to zupełna prawda) 😉Zapiszę za to, że ja oglądając zdjęcia z tak odległych i biedniejszych krajów zaczynam doceniać to co mam. Bo niby mówi się, że u nas jest tak sobie, ale mamy jednak służbę zdrowia, mimo iż nieco kulawą, w centrach naszych miast nie walają się tony śmieci a w naszych kranach płynie czysta, zdatna do picia woda, której mamy pod dostatkiem. Zawsze fascynuje mnie to, że ludzie z biedniejszych państw cieszą się z tego co mają (a jak nie mają, to użyją subtelnej siły perswazji 😉 )… Czytaj więcej »

Lili Ess
Gość

Azja wciąga można się od niej uzależnić .. ja uwielbiam .. właśnie odliczam do kolejnej azjatyckiej wyprawy .. świetna relacja .. zapisuje i będę się inspirować

ClaudiaMorningstar
Gość

Azja jest przepiękna. Z jednej strony przepiękne widoki, zabytki, genialne jedzenie i mili ludzie, a z drugiej strony bieda :/

Anna J.
Gość

To jest dopiero życie… A co niektórzy z nas tak, swojego nie nawiedza i narzekają od rana samego już jak to im nie dobrze i źle…
Samo życie…

1000krokow. pl
Gość

Niesamowite zdjęcia choć opis też cudownie przenosi w tamto miejsce. Jestem zachwycona i mam pytanie odnośnie portretów; pytacie ludzi o zgodę czy robicie zdjęcia z odległości i tak aby zostać niezauważonym (choć patrząc na Wasze portrety wydaje mi się to niemożliwe). Ja mam z tym wielki problem bo nie lubię zdjęć z ukrycia (wydają mi się trochę kradzieżą) a zwyczajnie krępuje się zapytać ludzi o zgodę. A wracając do wpisu to zawsze przeraża mnie na świecie zarówno ten brud jak i bieda. Kocham Azje ale mam miękkie serce i muszę się pilnować, żeby nie rozdać wszystkich pieniędzy. Ale staramy się… Czytaj więcej »

Marek
Gość

Na ogół nie pytam ludzi o zgodę…takie pytanie kończy się natychmiastowo sztywnym pozowaniem. W zasadzie po późniejszych reakcjach widzę, czy jest to ok, czy też nie. Głośne "dziękuję" po focie w lokalnym języku na ogół wszystkich rozbraja. Czasem jednak, gdy patrzą na mnie po prostu podnoszę aparat i uśmiecham się…ci, którzy nie chcą odwracają się. Nie robię zdjęć z ukrycia. Są dla mnie nieciekawe. To technika detektywów, a nie fotografików 🙂 Jeśli brakuje Ci śmiałości, to zacznij od zdjęć dzieci. Nigdy w Azji żaden rodzic nie miał nic przeciwko temu.
Dziękujemy za odwiedziny i pozdrawiamy!

Lili Ess
Gość

Świetna relacja na moment przeniosłam się do tego innego dla nas świata. Podobnie jest w Nepalu, ale Birma wydaj się być zdecydowanie bardziej zaskakująca w pewnych kwestiach

Latynosi Pod Lupą
Gość

Rzeczywiście widać ubóstwo i ten brak wywózki śmieci. Ale jednocześnie Wasze zdjęcia przekazują też całą gamę emocji tych ludzi, między innymi zwykłą radość. Pięknie uchwycone.

przedsiebiorczapiszebloga
Gość

Niesamowita relacja, wspaniałe zdjęcia ! Prawdziwe życie na ujęciach !

Michał Golla
Gość

Zdjęcia jak zawsze powalające!

Nie wiedziałem skąd te swastyki niemieckie kiedyś zauważyłem je fotografiach Dzięki za objaśnienie 🙂

cynamonem
Gość

Nie znoszę wszelkiego robactwa, brudu i smrodu. Gdyby teraz kazano mi żyć w takich warunkach jakie opisujecie, z pewnością targnęłabym się na swoje życie.
Ciekawa jestem zabudowań wokół jeziora Inya, masz Marku, jakieś zdjęcia z tamtych miejsc?

Wracając na ulice…29 i 30-tą. Podobne ilości kabli widziałam w Irlandii, nie mogłam w to uwierzyć, że w europejskim państwie może istnieć coś tak paskudnego 🙁

Marek
Gość

Jezioro Inya i jego okolice były w czasie , kiedy odwiedzałem Birmę dosyc specyficzne. Po pierwsze sporo było tam domów dygnitarzy, po drugie to właśnie tam więziono Aung San Suu Kyi. To wystarczyło, by raczej nie próbować wyciągania aparatu w jego pobliżu. Niektóre części jeziora były terenami rekreacyjnymi dla bogatszej części społeczeństwa. Całość z fotograficznego punktu widzenia nie bardzo ciekawa…no i tutaj konkretna odpowiedź – nie mam 🙂
Z Irlandia zaskoczyłaś mnie całkowicie. Nie sądziłem, że to w ogóle możliwe w Unii 🙂

Monika Kilijańska
Gość

Piękne, ale bardzo zaniedbane miejsce. Ta plątanina kabli, prost rusztowania, tony śmieci, a pośród nich uśmiechnięte dzieci, bawiące się piłką czy zmęczeni praca ponad siły ludzie. Mam nadzieję, że będzie tam wkrótce lepiej, bo ciężkie jest takie życie na co dzień.

SAWKA
Gość

bardzo ładny przekaz, nie złote pagody, nie uciemiężeni mnisi – tylko ulice, z rowerami jako środkami transportu. Pewnie można by ten świat pokazać zupełnie inaczej z perspektywy bogaczy. Perspektywa jest najważniejsza

Dzieciorka
Gość

Z jednej strony pięknie ale z drugiej przerażająco. Sama nie wiem co myśleć. Ludzie niby uśmiechnięci, wydają się zadowoleni z życia. A tony śmieci dookoła, wszechobecny brud i te okropne plataniny kabli odstraszają.

Dominik
Gość

Zdjęcia jak zawsze super. Muszę przyznać, że przeglądając wpis w wielu miejscach czułem się jak w Tajlandii. Azja ma swój klimat… Choć nie każdemu musi się on spodobać.