Iran – Shiraz

Shiraz to miasto na pustyni, 240 km na południe od Teheranu. Bardzo chciałam je zobaczyć, bo kojarzył mi się z pysznym australijskim winem. Do Shiraz dotarliśmy klimatyzowanym autokarem, podziwiając po drodze piękne irańskie krajobrazy i wznosząc się na wysokość ponad 1400 metrów n.p.m.

Mimo iż miasto leży u podnóża gór Zagros, przywitał nas ogromny upał. Na dworcu wynajęliśmy taksówkę i zaczęliśmy poszukiwania hotelu. Była sobota, okazało się, że trafiliśmy na dzień , w którym przypada rocznica śmierci Chomeiniego. W Iranie piątek to też wolny dzień, więc wpadliśmy na całego. Ponieważ naród ten uwielbia podróżować, hotele były oblężone.

W końcu udało nam się wynająć pokoik w nie najlepiej wyglądającym hotelu.
Pokój był ciasny, ciemny i małe okienko miał prawie pod sufitem. Gdyby nie klimatyzacja, pewnie byśmy się tam szybko udusili. Internet był tylko w recepcji. Nad łóżkiem wisiał koszmarny telewizor z którego rozbrzmiewały słowa Chomeiniego i leciała upiorna muzyka. Cały hotel wypełniony był ludźmi, słychać było wrzeszczące dzieci i trzaskanie drzwiami.

Żeby zupełnie nie zwariować postanowiliśmy poszukać restauracji. Na zewnątrz panował upał nie do opisania, a restauracji ani śladu. W końcu ktoś skierował nas w jakąś wąską uliczkę. Trafiliśmy do prawdziwej perskiej knajpy. Dostaliśmy kartę z menu, w którym drobnymi robaczkami zapisane było…no właśnie sęk w tym, że nie wiedzieliśmy co. Perskiego się nie uczyliśmy.
Długo nikt z obsługi do nas nie podszedł, bo nikt nie znał angielskiego, a my wyraźnie się wyróżnialiśmy. Wokół było sporo pięknych, młodych kobiet palących shiszę. W końcu zlitował się jakiś młody człowiek i zapytał po angielsku, co chcemy zjeść, polecił nam jakieś irańskie danie, a potem poszedł szukać kelnerki. Nie pamiętam, co było na tym talerzu, ale jakaś zupa. Usilnie myślałam z czego ją zrobiono, ale lepiej jak się za dużo nie myśli. Zapłaciliśmy tumanami i wyszliśmy z tego bardzo orientalnego miejsca. Kupiliśmy soki i wróciliśmy do hotelu.
Postanowiliśmy sobie dać spokój ze zwiedzaniem. Dobrze, że był prysznic, bo pewnie padlibyśmy trupem.

 Shiraz to dawna stolica Persji, jak wyczytałam to miasto wina, róż, poetów i słowików. Jak mieliśmy się okazję przekonać wina nie ma i picie jest zabronione, słowików nie słychać bo ich nie ma, róż też było niewiele, a poeci dawno powymierali razem ze słowikami. Mimo to miasto pozostało ważnym ośrodkiem kulturalnym Iranu. Rano udaliśmy się na zwiedzanie centrum. Byłam rozczarowana, miasto nie powaliło mnie na kolana, ale upał prawie tak. Niektórzy mówią, że to najpiękniejsze z miast Iranu, ale ja tej opinii nie podzielam.

Shiraz jest pięknie położony, ma swój klimat, to jest niezaprzeczalne. Kiedyś było otoczone winnicami, dzisiaj nie ma po nich śladu, ale podobno w domach produkuje się wino, oczywiście nielegalnie. Ale to tylko słuchy… chociaż nie bardzo wierzę, że w tym kraju można żyć na trzeźwo.
Wielu miejsc nie zobaczyliśmy z powodu upału. Duże wrażenie robi twierdza Karima Khana, ale tylko na zewnątrz, kiedyś była więzieniem Pahlavich, dzisiaj można ją swobodnie zwiedzać, wnętrze już nie powala. Ciekawostką budowli jest jedna krzywa baszta. Na dziedzińcu jest fontanna i park z drzewami cytrusowymi.

Piękne są meczety oraz liczne muzea. Najbardziej odwiedzane i kultowe są grobowce –ogrody największych poetów Iranu Hafeza i Sadiego. Wśród zieleni, ciszy i spokoju ludzie czytają i recytują wiersze o życiu, miłości i przemijaniu. Ogrody zwłaszcza wieczorem wypełniają się ogromną ilością młodych ludzi. Hafez żył w XIV wieku, pisał między innymi wiersze o winie – jakoś to wtedy było możliwe-).

 

 Postanawiamy zwiedzić słynne ogrody Eram. Naczytałam się, jakie to cudo i nie mogłam się doczekać, kiedy zobaczę te pola róż. Owszem było pięknie, panował przyjemny chłód, bo poszliśmy tam wcześnie rano, ale żebym wzdychała z zachwytu to raczej nie. Na terenie ogrodu jest piękny pałac, w którym znajdują się pomieszczenia uniwersytetu w Shiraz. Jest tu również księgarnia, gdzie sprzedaje się albumy ze zdjęciami rajskiego ogrodu Eram.W ogrodzie nie było zbyt dużo róż i czułam się rozczarowana, ale chyba zwyczajnie już przekwitły. Do tego gęstniał tłum ludzi i wzmagał się upał. Ogród jest pielęgnowany i podlewany. W pałacu można też obejrzeć wystawę kamieni szlachetnych i biżuterii. W ogrodzie odbywał się pokaz lepienia garnków i wazonów z gliny, kręciła to jakaś miejscowa ekipa telewizyjna i oczywiście nas przeganiano, chociaż Marek nie dał za wygraną, trochę zdjęć udało nam się zrobić. Chciałbym tu jeszcze dodać, że byliśmy w okresie, kiedy kwiatów nie było dużo z powodu upałów, ale oglądałam wiele zdjęć i zwłaszcza wiosną jest tam naprawdę ślicznie. Opuszczamy słynne ogrody i zwiedzamy miasto. Shiraz jest zatłoczone i tak jak pozostałe większe miasta zanieczyszczone.

 Powyższe wspomnienia pochodzą z naszej pierwszej podróży do Iranu.

Tym razem przyjechaliśmy do Shiraz samochodem, na początku grudnia przed południem. Nie było upałów, w centrum znaleźliśmy szybko hotel i udaliśmy się na zwiedzanie miasta. Wieczory i noce były bardzo zimne. W Shiraz jest o wiele bardziej luźniejsza atmosfera niż w rozmodlonym Qom.
Tym razem udało się nam sporo zwiedzić. Biegaliśmy po wąskich uliczkach Shiraz od meczetu do meczetu, od ogrodów do mauzoleów. Po dwóch intensywnych dniach wyruszamy na północ. Co zwiedziliśmy, w opisach pod zdjęciami.

Sanktuarium Szach Czerag i prawdziwą perełkę tzw. Różowy meczet pokażemy w osobnych częściach.
 
 
 

Miasto powstało prawdopodobnie jakieś 4 tysiące lat temu. Kilka razy przeżywało okresy świetności. W 1762 roku Karim Chan z dynastii Zandów ogłosił Shiraz stolicą Persji.  Zatrudnił 12 tysięcy robotników i rozpoczął budowę dzielnicy królewskiej. Największym jej obiektem była czworoboczna twierdza z 14-metrowymi basztami w narożnikach.

 

Wejście do cytadeli. Budowla ta nie miała charakteru militarnego, a pełniła raczej rolę rezydencji mieszkalnej Karim Chana. Na dziedzińcu stworzono cytrusowy ogród ze stawami. Za czasów Pahlawich było tu więzienie i cytadela uległa zniszczeniom.W latach 70-tych po renowacji znalazło się tu muzeum.
Uwagę zwraca jedna z wież, która jest odchylona od pionu z powodu osunięcia się gruntu. Procesu nie da się odwrócić. W XIX wieku nad bramą centralną wykonano ogromne kolorowe malowidło na kaflu, które jest ilustracją do słynnego poematu wschodniego „Szach-Name”. Wyrazisty rysunek na białym tle jest poświęcony bitwie głównego bohatera poematu Rustama z Białym Dewom, bitwa ta uosabia wieczną walkę dobra ze złem. W środku znajduje się pomnik Karim Chana.

 
 
 
 

 

 Ogrody Eram. Sziraz był ulubionym miastem Farah Diby – żony ostatniego szacha Iranu Mohammada Rezy Pahlawiego. Funkcję jej oficjalnej rezydencji podczas częstych pobytów pełnił pałac z XIX w. położony w Rajskim Ogrodzie. Obecnie w budynku znajduje się niewielkie muzeum, a ogród botaniczny Eram jest chętnie odwiedzany przez mieszkańców. W 2011 roku, wraz z innymi perskimi ogrodami, został wpisany na listę UNESCO.

 

 

 

 
                                  Wystawa biżuterii w budynku na terenie ogrodu Eram.

 

Na drodze wjazdowej od strony północnej wita wszystkich Brama Koranu-replika bramy miejskiej z X wieku, która była wielokrotnie niszczona i odbudowywana. Na szczycie bramy jest pomieszczenie, gdzie przechowywano dwa cenne egzemplarze świętej księgi Islamu. Przejazd pod nimi zapewniał błogosławieństwo.  Księgi w 1937 roku przeniesiono do muzeum miasta.

 
 
                                                         W sklepie z perfumami

 

 

                                                       
      
                                                               Uliczka w Shiraz

 

 
 
 
Jeżeli zobaczymy gdzieś pomieszczenie pełne ludzi oraz siedzących wzdłuż ścian, to znak, że przechodzimy obok lodziarni. Koniecznie spróbujmy bardzo oryginalnych,irańskich lodów. Faloodeh to jeden z najstarszych mrożonych deserów. Znany był już w 400 r. p.n.e. i pochodzi z terenów dzisiejszego Iranu. Faloodeh to nic innego, jak drobno pocięty makaron ryżowy wymieszany z lekko zmrożonym słodkim syropem, często z dodatkiem wody różanej. Najczęściej serwowany jest z lodami o smaku… szafranowym (smakują, jak waniliowe mleczko sojowe), a całość polewa się sokiem z cytryny. Jest  to naprawdę pyszne. Można też kupić wersję bez lodów z dodatkiem syropu owocowego. W Shiraz, skąd pochodzi faloodeh, smaków do wyboru jest niewiele mniej, niż u nas w dobrej lodziarni.

 

 

 
                       
                                                                      Uliczna piekarnia

 

 

Tutaj widzicie bardzo typowe wyposażenie perskiej restauracji – czyli pokryte dywanami podesty. To na nich się je w pozycji albo siedzącej, albo wpółleżącej. Normalnie przyjęte jest również to, że po wypaleniu shisha (niemalże żelazny punkt posiłku) goście ucinają sobie drzemkę-).

 

                                                                            Bazar -e-Vakil

 Te wyroby wyglądają jak porcelanowe, jednak się nie tłuką. Są wykonane z miedzi pokrytej glazurą z kaolinu utrwaloną przez wypalenie w piecu. Następnie malowane są na nich misterne ornamenty nawiązujące do wzorów na sklepieniach meczetów. Dominujący kolor niebieski uzyskuje się przez dodanie do kaolinu zmielonego lapis lazuli. Barwniki, których używa się do ozdabiania „minakari” (tak się nazywa ten rodzaj rękodzieła) są tlenkami metali.
 
 

 

 

Shiraz to miasto poetów. W XIII wieku żył tu Saadi, w XIV wieku Hafez.  Obaj mają w mieście swoje mauzolea, otoczone pięknymi parkami. Zwłaszcza wieczorem zbiera się tu młodzież, która czyta wiersze poetów. Irańczycy kochają poezję, w wielu domach są tomiki wierszy Hafeza, Rumiego, Saadiego czy Ferdousiego.

 

W ogrodzie obok grobowca Hafeza. Atmosfera w takich ogrodach jest niesamowita, młodzi siedzą na ławkach i czytają wiersze. Recytacje słychać również z głośników. Wiele wierszy jest o winie. Kiedyś Shiraz był stolica perskiego winiarstwa i wyrabiano je już w V tysiącleciu. Niestety rewolucja islamska wykreśliła Shiraz z winiarskich map.

 

Tomiki poezji Hafeza w sklepiku na terenie mauzoleum. Przy jego grobie pojawiają się pielgrzymki miłośników poezji i literatury. Nie do uwierzenia że w ręku można mieć tomik poezji zamiast smartfona…

 

                               Laleczki w ludowych strojach na terenie mauzoleum.

 

                        Grobowiec Saadiego i ogród późnym wieczorem. Są tu tłumy ludzi.

 

Karim Chan ufundował też meczet. Nosi on nazwę Vakil. Wielkie wrażenie robi sala modlitewna. Ma ona powierzchnię 2700 m 2 i 48 spiralnie żebrowanych kolumn.

 
 
 
 
Tags:

12
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Magda Majchrzak
Gość

Byłam w Iranie w zeszłym roku, więc fajnie jest porównać wspomnienia 🙂 Nas akurat Shiraz od razu zachwycił. Może dlatego, że pierwszym miejscem, które zobaczyliśmy, było sanktuarium Shah Cheragh – dosłownie nas powaliło. Zauważyliśmy, że ogólnie w irańśkim miastach nie tak łątwo trafić na restauracje, one są chyba dość dobrze ukryte między uliczkami i w piwnicach. Bardzo lubię te niebieskie cudeńka, do domu sobie przywieźliśmy taką niebieską cukiernicę.
Mam tylko jedną uwagę. Sam tekst czyta się bardzo przyjemnie, tylko nie wiem czemu między zdaniami czasem nie ma odstępów. Kropka i zaraz przyłączone do niej słowo, co trochę razi po oczach.

Ewelina
Gość

Irenko nie wiem od czego zacząć. Wypunktuję kilka rzeczy:
– przecudowna mozaika na pierwszym zdjęciu. Takie płytki to rzecz do których mam ogromną słabość.
– ogród różany na mnie zawsze robi wrażenie, jeśli jest spory (lubię np. Różankę w Szczecinie),
– Wasze zdjęcia to po prostu magia, bo opisujesz do tego je tak, że czuję jakbyś mi to opowiadała
– i po ostatnie muszę tam pojechać po te cuda, które się nie tłuką! Ostatnio miałam świetnie zapakowaną porcelanę i oczywiście, jedna miseczka poszła…
Buziaki i do usłyszenia!
Ewelina

karolina.miller
Gość

Wina nie ma, bo picie zabronione, slowikow nie slychac, bo nie ma, róż nie widac,a poeci dawno powymierali razem ze slowikami – moj ulubiony fragment, przepraszam, ale szczery do bolu az cieszy! I za to Was wlasnie uwielbiam, bo pokazujecie i opisujecie miejsce takim, jakie jest – szczerze, bez upiekszen, bez zaklamania. A zdjecia cudne jak zawsze, nigdy nie moge sie napatrzec, a z Iranem to jeszcze ciezej, bo tak strasznie mi sie marzy. włączyła mi sie ostatnio ogromna fascynacja wszystkim, co arabskie, a te niebieskie wazoniki, talerzyki, dzbanuszki, czarki…widzialam ostatnio takie w Jordanii i mnie strasznie kusily…wpis swietny, jak… Czytaj więcej »

Olka
Gość

Widziałam już kilka razy zdjęcia z Shirazu i za każdym zachwycam się misternością tamtejszej architektury oraz zdobień.

Miłość Mamy
Gość

Jak zawsze piękne widoki przedstawiające inny, ciekawy świat!

Dominik
Gość

Czułością się tam bezpiecznie? Żadnych problemów?